Oglądasz wypowiedzi znalezione dla hasła: Mieszczanin szlachcicem





Temat: bardzo dostojne imiona :)
Na nic zdają się Wasze listy. Nie ma imion typowych dla arystokracji i nigdy
nie było. Często bywało tak, że jak hrabina rodziła córkę Izabellę to
natychmiast połowa folwarcznych chłopów nazywała tak samo swoje córki.
Zazwyczaj wdzięczny kamerdyner nadawał synowi imie swojego pana a że synowie
często dziedziczyli posadę po tatusiu więc wśród kamerdynerów az roiło się od
Konstantych, Antonich, Anastazych czy Franciszków. Podobnie z nazwiskami. Gdy w
XVIII wieku zaczęły być obowiązkowe a spełnienie tego obowiązku w stosunku do
chłopów-analfabetów spadło na właścicieli majątków to ci często, dla ułatwienia
sobie zadania nadawali swoim podopiecznym po prostu swoje własne nazwisko. Do
dziś jeszcze są wsie gdzie liczna grupa mieszkańców to Potoccy czy
Radziwiłłowie. Teraz tacy ludzie z uporem maniaka grzebią w księgach
genealogicznych, archiwach, kościelnych regestach i szukaja związków krwi z
możnymi rodami. Często te związki są oczywiste ( fizyczne podobieństwo do
portretów) ale to nie nazwiska o tym świadczą.
Jestem w posiadaniu ksiąg metrykalnych (oczywiście opracowań) z mojego miasta
od roku 1591. To jest dopiero kopalnia informacji o imionach na przestrzeni
wieków. W metrykach uwzględniono zawsze imiona rodziców, imie dziecka,
pochodzenie społeczne, stan cywilny, wykonywany zawód. Po przetłumaczeniu z
łaciny brzmi to w ten sposób:
"Dnia 14 marca 1591 roku Andrzej Swietowius, wikariusz kościoła św. Jana
ochrzcił dziecko imieniem Julia Rozalia, córkę mieszczanina Kazimierza
Ruszkiewicza i Urszuli, prawnych małżonków. Rodzicami chrzestnymi byli
szlachcic Franciszek Cholecki i Elżbieta Zgierska."
albo tak:
"Dnia 3 sierpnia1629 roku, Wawrzyniec Maliński wikariusz kościoła św. Jana
ochrzcił dziecko imieniem Anna, córkę Mikołaja Przybeło i Zuzanny, mieszczan,
prawnych małżonków. Rodzicami chrzestnymi byli Marcin Buynowski i Anna
żebraczka."
Tu warto dodać, że Mikołaj Przybeło to ten właściciel słynnej kamienicy w
Kazimierzu nad Wisłą. W moim mieście znalazł sobie żonę i długo tu mieszkał.
Jego córkę do chrztu trzymała żebraczka Anna i po niej dziecko odziedziczyło
imie. Ten zabieg miał jej zapewnić szczęście i dostatek w życiu. Bardzo często
dzieci arystokratów też dziedziczyły imie po chrzestnych-żebrakach.
Rozpisałam się, może nie na temat ale historia i wszystko co się z nią wiąże to
moja wielka pasja. Wybaczcie.



Temat: Koniec ELITY
elita a miejsce na rynku pracy to dwie różne sprawy. Oczywiście można być i
jednym i drugim, ale zeszło już do takiego poziomu jak wtedy, gdy szlachcic
cienko przędł, ale trzymał się honoru, zaś mieszczanin zakasywał rękawy mając w
nosie, że kupiectwo, lichwiarstwo i inne zdrożne zajęcia elicie nie przystoją.
A kiedy dorobił się wreszcie majątku to i tytuł szlachecki se kupił i korzenie
w Inflantach lub na innych rubieżach gdzie nikt nie był w stanie sprawdzić
prawdziwości. Miał więc i tytuł i majątek. Czy honor i dżentelmenowatość też
miał? Jeśli to sprawa wychowania to sam siebie też mógł wychować i nabrać tak
zwanych manier i ogłady.

A dziś od recepcjonizrek wymaga się wyższego wykształcenia bo... ludzie z
wyższym mają większą wiedzę ogólną niż ci ze średnim. Taka była opinia jdnego z
pracodawców. Czy zainteresowania ogólne są zależne od wykształcenia? Czy
lekarze, prawnicy znają się na czymś jeszcze w mairę dobrze?

"Elita" jest znanym słowem, ale brak jest "elity intelektualnej" gdy elitą
nazywa się ludzi związanych z mediami. Czym kto częściej pojawia się na
okładkach gazet tym jego elitarność jest większa. No, i politycy też są elitą.
Choć to bagno niesamowite, a jednak elyta, up, elita. Kierunek elitarny,
dlaczego elitarny? W peirwszej kolejności, bo jest wielu chętnych na miejsce od
kilku lat z rzędu. Jkaby tworzenie marki produktu poprzez modę na określony
kierunek. Studia wydają się mi być najłatwiejszą marką do wypromowania, bo
adresat jest idealnym odbiorcą reklam, przestraszonym, niepewnym kierunku, ale
napewno chcącym. Łatwo mu podsunąć bylejaki szajs. Przykład szkoły reklamy z
warszawy, tejco reklamowali ją uczestnicy idola, "młodzi, zdolni, atrakcyjni".
Na chłopski rozum to reklama agencji modelek i modeli. A tu się okazuje szkoła
wyższa. Wszystko łykną, heh

no a elita, co to?





Temat: Miasta zalozone przez przybyszow:
Dlaczego wlasciwie tylko Niemcy zasadzcami byli!
sie ta niemiecka warstwa wytworzyla:

"Zasadźcy. Wójtowie. Ława miejska. Rada miejska. Burmistrz

Poniższy tekst napisano głównie w oparciu o piśmiennictwo dotyczące innych
miast. W Oleśnicy musiało być podobnie, ale w szczegółach mogły występować
różnice.

Wykonawcą lokacji miasta był zasadźca. Byli nimi mieszczanie lub szlachta
narodowości niemieckiej (rzadziej walońskiej), mający doświadczenie w
planowaniu, budowie i zarządzania miastem (zasadźcą Brzegu był m.in. sołtys
Henryk z Dzierżoniowa i Gerkin ze Złotoryi). Zasadźcy oleśniccy Albert i
Richolf byli najpewniej szlachcicami (rycerzami). Oni przyciągnęli do miasta
Niemców - rolników, murarzy, stolarzy, kamieniarzy i innych rzemieślników wielu
specjalności - było to m.in. podstawową przyczyną germanizacji miast bazujących
na prawie niemieckim (magdeburskim, średzkim). Wszelkie dokumenty miejskie
zaczęto wypełniać po niemiecku. Sprzyjała też germanizacji konieczność
znajomości j. niemieckiego przy "załatwianiu" wszelkich spraw u wójta. W
monografiach niektórych miast śląskich (np. Wołów) wręcz się twierdzi, że
lokacja na prawie niemieckim stwarzała miasto niemieckie.

W prawie średzkim, na którym była oparta lokacja Oleśnicy (i ponad 130 innych
miast) - były wyszczególnione wszelkie korzyści wójtowskie, wskazówki
objaśniające rolę wójta, jego prawa i obowiązki oraz korzyści materialne. Poza
nimi odnosił również wójt korzyści prestiżowe - pełnił swój urząd z ramienia
księcia. W 1310 r. wymieniony jest wójt Stefan, a w 1324 r. - Mikołaj, 1348 r. -
Hanka, 1398 r. - Henczka. Wójtostwo było dziedziczne (przechodziło na dzieci)
i podzielne, czyli mógł je wójt sprzedać lub zamienić z innymi osobami."

olesnica.nienaltowski.net/Zasadzcy_Wojtowie.html




Temat: Polacy wyjasniaja dlaczego Niemcy lokatorami byli
Polacy wyjasniaja dlaczego Niemcy lokatorami byli
Tu mocie czorno na biouym czymu sie ta niemiecka warstwa wytworzyla:

"Zasadźcy. Wójtowie. Ława miejska. Rada miejska. Burmistrz

Poniższy tekst napisano głównie w oparciu o piśmiennictwo dotyczące innych
miast. W Oleśnicy musiało być podobnie, ale w szczegółach mogły występować
różnice.

Wykonawcą lokacji miasta był zasadźca. Byli nimi mieszczanie lub szlachta
narodowości niemieckiej (rzadziej walońskiej), mający doświadczenie w
planowaniu, budowie i zarządzania miastem (zasadźcą Brzegu był m.in. sołtys
Henryk z Dzierżoniowa i Gerkin ze Złotoryi). Zasadźcy oleśniccy Albert i
Richolf byli najpewniej szlachcicami (rycerzami). Oni przyciągnęli do miasta
Niemców - rolników, murarzy, stolarzy, kamieniarzy i innych rzemieślników
wielu specjalności - było to m.in. podstawową przyczyną germanizacji miast
bazujących na prawie niemieckim (magdeburskim, średzkim). Wszelkie dokumenty
miejskie zaczęto wypełniać po niemiecku. Sprzyjała też germanizacji
konieczność znajomości j. niemieckiego przy "załatwianiu" wszelkich spraw u
wójta. W monografiach niektórych miast śląskich (np. Wołów) wręcz się
twierdzi, że lokacja na prawie niemieckim stwarzała miasto niemieckie.

W prawie średzkim, na którym była oparta lokacja Oleśnicy (i ponad 130 innych
miast) - były wyszczególnione wszelkie korzyści wójtowskie, wskazówki
objaśniające rolę wójta, jego prawa i obowiązki oraz korzyści materialne.
Poza nimi odnosił również wójt korzyści prestiżowe - pełnił swój urząd z
ramienia księcia. W 1310 r. wymieniony jest wójt Stefan, a w 1324 r. -
Mikołaj, 1348 r. - Hanka, 1398 r. - Henczka. Wójtostwo było dziedziczne
(przechodziło na dzieci) i podzielne, czyli mógł je wójt sprzedać lub
zamienić z innymi osobami."

olesnica.nienaltowski.net/Zasadzcy_Wojtowie.html




Temat: NIEMCY KRADNĄ KOPERNIKA I MOZARTA
podleglosc osobista
bebokk napisał:

> W czasach Kopernika decydowała przynależnośc państwowa i wtedy Polak
oznaczało
> poddanego polskiego króla.

W sredniowieczu nie decydowala przynależnośc państwowa lecz osobista
podleglosc. Totez napisalem, ze jego panem byl biskup Watzenrode. A ten z kolei
podlegal Jagiellonczykowi. Wiec Kopernik nie byl ani polskim obywatelem (co
oznaczalo jedynie polskiego szlachcica, a Kopernik byl mieszczaninem) ani
podleglym krola Polski bo ten krol byl takze krolem Litwy a sam z pochodzenia
Litwino-Rusinem. Wiec wedlug Ciebie Kopernik musialby byc Litwino-Rusinem a nie
zadnym Polakiem. Warmia byla odrebnym terytorium administracyjnym jedna z ziem
dziedzicznych Jagiellonczykow. Nie byla terytorium Polski. Wlasnosc
Jagiellonczykow to nie Polska, bo to takze jnne ziemie.

> I takim Kopernik był całe życie.
> Czyli Kopernik był Polakiem.
> Kopernik walczył po stronie polskiego króla przeciw Zakonowi
Niemieckiemu
> ( Krzyżakom ) i nigdy w swoim długim życiu nie oświadczył, że jest Niemcem.
> A naród niemiecki wtedy już istniał, o czym swiadczą choćby czesko-niemeckie
> wojny husyckie.
> Rozumiem, że jesteś kompletnym historycznym dyletantem, który wierzy w dobroć
> niemieckich szowinistów jak Rycho, ale w tym przypadku twoja głupota już
> graniczy ze zdradą stanu.
> A wracając do Kopernika, to fakt, że jego mama miała niemieckie nazwisko jest
> bez sensu.
> Generałowie Haller i Anders mieli niemeikcich przodków.
> Ojciec Kopernika był z polskiego Krakowa.
> W Toruniu obok Niemców mieszkali liczni Polacy.
> Kopernik czuł się związany zawsze z Królestwem Polskim i swoim zyciem
udowodnił
> .




Temat: Zasadźcy. Wójtowie cos dlo naszy edukacji ?
Zasadźcy. Wójtowie cos dlo naszy edukacji ?
"Wykonawcą lokacji miasta był zasadźca. Byli nimi mieszczanie lub szlachta
narodowości niemieckiej (rzadziej walońskiej), mający doświadczenie w
planowaniu, budowie i zarządzania miastem (zasadźcą Brzegu był m.in. sołtys
Henryk z Dzierżoniowa i Gerkin ze Złotoryi). Zasadźcy oleśniccy Albert i
Richolf byli najpewniej szlachcicami (rycerzami). Oni przyciągnęli do miasta
Niemców - rolników, murarzy, stolarzy, kamieniarzy i innych rzemieślników
wielu specjalności - było to m.in. podstawową przyczyną germanizacji miast
bazujących na prawie niemieckim (magdeburskim, średzkim). Wszelkie dokumenty
miejskie zaczęto wypełniać po niemiecku. Sprzyjała też germanizacji
konieczność znajomości j. niemieckiego przy "załatwianiu" wszelkich spraw u
wójta. W monografiach niektórych miast śląskich (np. Wołów) wręcz się
twierdzi, że lokacja na prawie niemieckim stwarzała miasto niemieckie.

W prawie średzkim, na którym była oparta lokacja Oleśnicy (i ponad 130 innych
miast) - były wyszczególnione wszelkie korzyści wójtowskie, wskazówki
objaśniające rolę wójta, jego prawa i obowiązki oraz korzyści materialne.
Poza nimi odnosił również wójt korzyści prestiżowe - pełnił swój urząd z
ramienia księcia. W 1310 r. wymieniony jest wójt Stefan, a w 1324 r. -
Mikołaj, 1348 r. - Hanka, 1398 r. - Henczka. Wójtostwo było dziedziczne
(przechodziło na dzieci) i podzielne, czyli mógł je wójt sprzedać lub
zamienić z innymi osobami.

Zachował się dokument oleśnicki z pieczęcią (z byłego muzeum w Oleśnicy).
Dotyczy on spłacenia corocznej grzywny przez właściciela młyna ze wsi Spalice
na rzecz klasztoru św. Wincentego we Wrocławiu. Na rysunku z lewej pokazano
odbicie pieczęci z dokumentu wykonanego 28 kwietnia (marca?) 1310 przez wójta
Oleśnicy Stefana. - Na niej napisano: *S(igillum)* CIVITIS* DE * OLSN(icz),
czyli pieczęć miasta Oleśnica. Miała ona średnicę 61 mm (M. Starzewska).

Posiadanie pieczęci miejskiej było dowodem funkcjonowania własnej kancelarii
i wystawiania dokumentów, a więc było symptomem stabilizacji samorządu i
organizacji władz miasta. O znaczeniu miasta świadczy wielkość pieczęci (nie
mogła być jednak większa od pieczęci książęcej) i kolor wosku (czerwony był
zastrzeżony dla władzy królewskiej). W mieście powinna istnieć także pieczęć
rady miejskiej, ławników i być może burmistrza."

olesnica.nienaltowski.net/Zasadzcy_Wojtowie.html




Temat: _________lekcja kulturalnego dyskursa dlla AGpiqR7
piq napisał:

> ...to bardzo proszę o informację, jak się nazywa ten herb, w
którym jest
> herbarzu, co ma w klejnocie, opisz go, podaj rody nim się
pieczętujące

Pozwole wtracic swoje trzy grosze. Ty Piqu tak jak Hasz tkwisz po
szyje w "polskich klimatach". Zadajesz pytania "nie pri cziom".
Sprawa jest banalna dla osob reagujacych na haselko Siebmacher. W
Rzeszy herby maja nazwe "wlasna". To jest herb Lazar. Trzeba jedynie
wydumac, czy szukac pod Banat, Hungaria czy Szeklerzy. Mozna
ewentualnie zahaczyc o sekwestry na kurucach Thokoly'ego.

W Polsce nie jest znane przyslowie "Powietrze miejskie czyni
wolnym". Bo i status mieszczan w "Rzeczypospolitej" byl zaden. Poza
Polska nie bylo halastry szlachetkow ale byly tabuny ludzi "wolnych"
z bardzo wielu tytulow. Poza Polska funkcjopnowaly cale terytoria
ktorych ludnosc z automatu nabywala "szlachectwo" w bardzo scislym
pojeciu prawa lennego. Suweren (jak Bog) dal, suweren wzial.

Lazarowie (w poblizu odwiecznie polskiego browaru w Zywcu
Habsburgow) jak domiemam zachowali swa wolnosc mimo migracji. Dla
mnie "szlachectwo" Lazarow nie jest sprawa specjalnie dyskusyjna.
Herb takze. Zgodnie z prawem Rzeszy jedynie rozstrzygajaca jest
hipoteka dobr pierworodnych synow. Ale takiego pytania Ty nie
zadales.

Ja specjalnie nie czepilabym sie Hasza, ze jest wnukiem trzeciego
syna.

> Jeśli ani jedno, ani drugie, to twój deklarowany patriotyzm jest
tyleż wart co
> twoje deklarowane szlachectwo.

Dobrymi checiami jest pieklo wybrukowane. A Hasz tak bardzo chce.

Hasz przedklada hasla nad bilans ksiegowy. Za przeciwienstwo Polacy
znienawidzili Bone Sforce.

> rodzinne są między wami oraz skąd wiesz, że to twoja rodzina?

W Kongresowce porzadne ksiegi metrykalne sa od 1808 roku (kodeks
Napoleona). W cesarstwie Habsburgow ksiegi z 1602 sa absolutna
rzadkoscia. Nie wiem do jakiej cywilizacji zaliczyc okolice Zywca.
Ja jestem sklonny dac wiare DOMNIEMANOM pana Andrzeja Lazara.
Tadeusz jest zapewne krewnym Andrzeja. Wolny wojownik (=szlachcic) z
1602 byc moze walczyl pod herbem swego starszego (pierworodnego)
brata z Banatu. Oczywiscie walczyl w interesie Turcji pod wodza
siedmiogrodzkiego despoty Gabriela Bethlena. Hasz oczywiscie nie
jest godzien wzmianki w Almanachu Gotajskim nie dziedziczac dobr w
Banacie. Ale moze sie podcierac szaraczkowa szlachta gdy najdzie go
chuc.

> A twoja przyzwoitość jest psu na buty.

To jest zagadnienie odrebne. Kon jaki jest kazdy widzi. Hasz jako
arab Przewalskiego.

> o którym nie mam pojęcia. Z poważaniem #".

Besserwisser ma pojecie o wszystkim z definicji. Hasz poza tym , ze
jest stfurzecem jest takze tajnym definista dworu.



Temat: Habsburgowie "pierwszy milion trzeba ukraść"
Habsburgowie "pierwszy milion trzeba ukraść"
Początki potęgi Habsburgów
Chronicon Colmariense, MGSS, XVII, 240-242.

Hrabia Rudolf, widząc się jedynym (spadkobiercą) godności (ojcowskiej), a
patrząc na obfite bogactwa swoich sąsiadów hrabiów i na swoje ubóstwo i nędzę
w porównaniu z innymi, przemyśliwał w jaki sposób mógłby nagromadzić świeckie
skarby. Rozważając zaś, że rzeczy wielkich prośbą albo sprawiedliwą drogą nie
mógłby szybko nabyć, postanowił sąsiadów swoich walkami zgnębić... W tych
czasach żył młodzieniec nazwany z Tafinstein, szlachcic, bogaty, mający
zamek... którego (sile) bardzo ufał. Chętnie hrabia Rudolf posiadłby jego
majątek, gdyby go mógł zagarnąć. Skoro więc nadarzyła się sposobność, począł
młodzieńca nękać walką; lecz gdy siłą nie mógł go pokonać, podstępnie zawarł
z nim pokój, a za pomocą paru swoich domowników urządził nań zasadzkę; a ci
go szpetnie zabili. – Następnie zaczął Rudolf gnębić hrabiego Gotfryda z
Lauffenburgu, dzielnego chłopca, syna swojego wuja i zniszczył bardzo wiele
jego wsi... Po śmierci zaś hrabiego z Kiburga, hrabia Rudolf z Habsburga
prawie wszystkie jego posiadłości i godności gwałtem sobie przywłaszczył,
chociaż bardzo wielu nie uważało go za prawdziwego dziedzica.
Wiadomo, że hrabia Rudolf z bardzo wieloma panami miał spory i toczył walki,
mianowicie z hrabią Sabaudii, z hrabią z Rapeperswilu, z hrabią z Hohenbergu,
z opatem św. Galla ( z St. Gallen), z biskupem Eberhardem z Konstancji, z
mieszczanami z Berna, z biskupem Bazylei Henrykiem, krewnym swoim; w czasie
zaś tej walki został wybrany królem rzymskim 1273...
Po śmierci cesarza Fryderyka majątek cesarstwa każdy z panów jak tylko mógł
rozdrapywał. Hrabia zaś Rudolf z Habsburga zagarnął Bryzgowię i przez pewien
czas dzierżył w swej władzy...

[Jest rzeczą znamienną, że autor kroniki kolmarskiej był stronnikiem
Habsburgów, i wcale nie zamierzał przedstawiać w niekorzystnym świetle
Rudolfa, którego postępowanie ilustrowało wybornie stosunki w okresie
bezkrólewia.]




Temat: Tolerancja mlodych rosnie
zaprosił
znaczy jak, ogłoszenie w prasie dał?
Wzmianka o pierwszych Żydach na terenach Polski mówi oberwańcach, którzy
handlarzami niewolników byli. Wywozili Słowian na zachód i do Arabów.
Potem, wszystkie fale imigracyjne Żydów do Polski związane były bezpośrednio z
prześladowaniami w innych krajach. Tak było od XI do XVII wieku. Nikt ich tu nie
zapraszał, ale faktycznie przywileje dostawali. Mieli farta do polskich królów.
Polskę określano: "niebo dla szlachty, czyściec dla mieszczan, piekło dla
chłopów i raj dla Żydów"
Żydzi się w Polsce rozwijali, a nawet powstawały nowe trendy, np. chasydyzm.
Faktem też jest, że kilka razy bili się, jak choćby u boku Kościuszki, choć
raczej woleli płacić niż do wojska iść.
Gdyby nie sympatia polskich władców, dziś by nie było żydostwa, a przynajmniej w
takiej postaci. Władcy polscy wydawali edykty, które zabraniały rozpowszechniać
antysemickie treści. Ba! była kara śmierci za niesłuszne oskarżenie Żyda. Chyba
Zygmunt Stary mianował szlachcicem pierwszego Żyda. Królowie wydawali dekrety
zabraniające chrześcijanom wchodzić do dzielnic żydowskich.
W innych krajach Żydzi nawet nie mogli pomarzyć o tym.
Natomiast co do największych tragedii jest. To naturalne jest. Skoro tu
najwięcej Żydów było, to tu największe tragedie musiały być. Ale zauważ, że te
tragedie związane były z najazdami na Polskę. To Iwan Groźny kazał potopić
wszystkich Żydów jak wjechał na pewne tereny Rzeczpospolitej. Kozacy podczas
buntu zabili wszystkich Żydów na Ukrainie, coś około 50 tys. No a potem Adolf do
nas zawitał...
Pozytywne relacje polsko żydowskie załamały się gdy pojawił się komunizm jako
ideologia. Żydzi, którzy w większości parali sympatią do komunizmu, zostali
uznani za wroga wewnętrznego, i faktycznie na przełomie XIX i XX wieku doszło do
kilku pogromów tu, choć przypominam, że nadal Polski ze swoją władzą nie było.
Zresztą wtedy to Żydzi serio zaczęli myśleć o Palestynie i masowo emigrować do
Ameryki.
Nie wiem co żydostwo widziało w komunizmie, ale popierając ten system musieli
liczyć się z tym, iż stracą dobre relacje z Polakami właśnie.



Temat: Dlaczego polska prawica jest taka prowincjonalna?
Byla w tamtych czasach grupa ludzi swiatlych i wielkich w Polsce (wlasnie
Kollataj, Kosciuszko, moze nawet Stanislaw August Pon. chociaz to trudniej
ocenic). Lecz na tak duzy kraj to byla grupa ludzi zbyt mala zeby cos zmienic.
Pamietajmy ze cala tradycja niepodlegolosciowa odwolywala sie pozniej do
idealow wlasnie tej grupy, ktora pod koniec 18 wieku stala samotnie i w
mniejszosci. Powiedzmy sobie szczerze, na tamtejsze czasy to byla skrajna
lewica. Niektorzy sposrod nich mowili juz wtedy o uwolnieniu chlopow,
Kosciuszko, co oczywiscie bylo nierealne. Ktoz zas sie teraz czy nawet w XIX
wieku odwolywal sie do tradycji konfederatow barskich.
Rzeczywiscie, tamte idealy pozwolily nam przetrwac, z czasem przejela je
wiekszosc a nawet chlopi, ktorzy choc stanowili prawie 90% spoleczenstwa
traktowani byli jak niewolnicy i nie-Polacy az po polowe 19 wieku.

Problemem w naszej percepcji historii jest to, ze za malo w niej widzimy
odpowiedzialnosci wlasnej za nasz wlasny byt. Jestesmy jak biznesmen
nieudacznik, kotry sie zali ze znowu go wyrolowali, oszukali, okradli itp.
Wszyscy takiemu wspolczuja ale nit nie traktuje go powaznie.

Nie sadze zeby obecnie bylo az tak zle jak 200 lat temu, ale potrzebna jest
Polakow wieksza pewnosc siebie, brak kompleksow, i swidomosc odpowidzialnosci a
nie tego ze znowu bedzie mozna zwalic na kogos wlasne kleski i "moralne
zwyciestwa".

Wtedy byli tacy ludzie, Kosciuszko miedzy innymi. Tylko gdzie byli wtedy tamci
szlachcice gdy on z wojskiem zlozonym z mieszczan i chlopow poszli walczyc o
kraj, ktory ich tak olewal. Bali sie ze "takiego" wojska.

Mozna sobie mowic co by bylo gdbyby bylo (sam to bardzo lubie), ale tak w zyciu
jednosci jak i spoleczenstwa trzeba pewne rzeczy akceptowac (coz stalo sie) i
wyciskac to co najlepsze w danej sytuacji.

Sentymentalnosc nie wyklucza Realpolitik.




Temat: Powrót do zaścianka
"Liberalny inteligent uważa Polskę za część Zachodu, od którego odcięły nas
nieszczęśliwe przypadłości historyczne: zabory, wojny i komunizm. Myśli, że
gdyby nie 200 lat nieszczęść, byłaby tu Szwajcaria, a co najmniej Francja. Po
1989 r. naturalną receptą na zacofanie wydawało mu się przyspieszone
wprowadzenie zachodnich instytucji, zwłaszcza liberalnego kapitalizmu, który - w
odróżnieniu od demokracji - ma w Polsce wątłą historyczną tradycję. Po prostu
wracamy do rodziny: im szybciej, tym lepiej.

Pytanie, na ile należeliśmy do niej kiedykolwiek. Historia podpowiada, że
problem polskiego zacofania - jak pisał jeden z XIX-wiecznych autorów,
"zaodłożenia" - wobec Zachodu leży znacznie głębiej.

Jeden z wielu - za to barwny - przykład historyczny. W 1733 roku Stefan
Garczyński - właściciel Zbąszynia i okolic, później wojewoda poznański - pisze
książkę pod wymownym tytułem "Anatomia Rzeczypospolitey Polskiey. Synom Oyczyzny
ku przestrodze y poprawie [...] mianowicie, o sposobach: zamnożenia Polskę ludem
pospolitym, konserwowania dziatwy wieiskiey przez niedostatek y niewygody marnie
ginącey, y wprowadzenia handlow y manufaktur zagranicznych". Książka przez 16
lat krąży w rękopisie, drukiem ukazuje się w 1749 r.

Garczyński porównuje Polskę z Niemcami. Zauważa, że w Polsce - poza zbożem - nic
się nie produkuje, a miasta są biedne i małe. Gdyby nawet w Polsce ślusarz
chciał produkować zamki do drzwi, to by zbankrutował, bo chłopi i mieszczanie
za biedni, żeby je kupić, i zamykają drzwi na skobel. Szlachcic zaś sprowadzana
zamki z Anglii."

wyborcza.pl/1,76498,6220774,Zegarek_sam_sie_nie_wyreguluje.html



Temat: Koncert "Za Biełaruś" - za Łukaszenku
kol. bat, na Bialorusi jeszcze nie bylem, wybieram sie na powaznie wkrotce
to uczynic. Powody znajdziesz tutaj:tinyurl.com/cgqje

Jestem w pelni swiadomy, ze jesli Lukaszka wygra to weszyc beda wokol nas agenci
KGB, poza tym ci co cudem z pogromu Szlachty Bialoruskiej ocaleli, nie zawsze
czyste maja rece. Niewazne! wazne aby na te blade i slabe kwiaty co dzis
wyrastaja na zmarzlinie po Kuropatach, chuchac i dmuchac i je sprobowac ocalic
dla przyszlosci Bialorusi. Nie ma powrotu, co oczywiste, do spoleczenstwa
opartego na dawnych klasach. Te rzeczy zdefiniowal juz na naszym terenie Jozef
Pilsudski, sam szlachcic W.X.Litewskiego. Historyczne tytuly jak i profity z
nich plynace mial on za nic a zwyciestwo dal mu polski student. mieszczanin i
chlop polski, ze juz przypomne tu ukochanego "syna" Marszalka plka Lisa-Kule,
chlopskie dziecko. Zwiazek Szlachty moze byc jednak czynnikiem edukacyjnym,
budzacym swiadomosc tego zgnojonego, zniewolonego narodu. Przypomniec im co
kiedys bylo i ze nie musza wcale byc rabstwem co knuta moskiewskiegio laknie
skoro kiedys budowali Stany Zjednoczone AP (Kosciuszko), skoro byli pod Monte
Cassino a ja ich wielu tu, patriotow swojej ziemi, spotkalem przez lata
emigranckiej tulaczki.

Jestem optymista, wierze ze Bialorus sie obudzi, ze swiatlo wolnosci plynace z
Bialegostoku, naszego Nowego Wilna, bedzie mialo moc przyciagajaca. Dlatego na
waszym forum pisuje. Autentycznie sie przerazilem wczoraj ogladajac tego
bandyte, szefa bialoruskiej KGB on-line. Taka kreatura moze i dokona prowokacji,
moze torturowac, moze zabic i bez wahania to uczyni. Do pomocy ma owych mlodych,
z zacietymi twarzami, obojga plci, rzekomych "kozakow bialoruskich". Nie bez
kozery i ich w tej paradzie gadow pokazano Bialorusom wczoraj. Niech pamietaja:
Wielikorusy sa, widza, gotowi bronic swego. Polamia bez wahania kosci demokratom
jesli nie obroni ich przed tym bialoruski robotnik, nie stanie z nimi ramie w
ramie kazdy czlowiek pracy. A na to, na odmowe pracy przez swoich poddanych
zaden tyran nie znajdzie sposobu. I dlatego potrzebna jest dzisiaj nie krew na
bialoruskich ulicach ale wlasnie ten dlugi marsz, o jakim pisalem przedtem.
Pozdrawiam kolege.



Temat: atucik Bolka i contra Labanda czyli podsumowanie
Bolek retorycznie byles wspanialy.
Ja staram sie patrzec na wszystko co w Polsce kiedys napisano bardzo krytycznie.
Tak bylo z Psim Polem, tak bylo z Bitwa pod Grunwalda, ktora tylko wielkim
Sporem w nowo odkrytych annauach Krzyzacklch w Göttingen nazwano.
Temat niemieckiej kolonizacji w polsce jest bardzo delikatny i niechetnie
poruszany przez polskich historykow(tak pisza niemieccy historycy bna ten temat)

Popatrz co ale skreslil dr Marek Nienałtowski na temat lokacji miast :
"Poniższy tekst napisano głównie w oparciu o piśmiennictwo dotyczące innych
miast. W Oleśnicy musiało być podobnie, ale w szczegółach mogły występować
różnice.

Wykonawcą lokacji miasta był zasadźca. Byli nimi mieszczanie lub szlachta
narodowości niemieckiej (rzadziej walońskiej), mający doświadczenie w
planowaniu, budowie i zarządzania miastem (zasadźcą Brzegu był m.in. sołtys
Henryk z Dzierżoniowa i Gerkin ze Złotoryi). Zasadźcy oleśniccy Albert i
Richolf byli najpewniej szlachcicami (rycerzami). Oni przyciągnęli do miasta
Niemców - rolników, murarzy, stolarzy, kamieniarzy i innych rzemieślników wielu
specjalności - było to m.in. podstawową przyczyną germanizacji miast bazujących
na prawie niemieckim (magdeburskim, średzkim). Wszelkie dokumenty miejskie
zaczęto wypełniać po niemiecku. Sprzyjała też germanizacji konieczność
znajomości j. niemieckiego przy "załatwianiu" wszelkich spraw u wójta. W
monografiach niektórych miast śląskich (np. Wołów) wręcz się twierdzi, że
lokacja na prawie niemieckim stwarzała miasto niemieckie."

Z takimi osobami mozna dyskutowac z Toba tysz Bolek a to co mnie napisales to
jest nic innego jak Twoj subjektywny punkt widzenia.




Temat: Kopernik na tablicy tuż pod rtęcią
Kopernik był obywatelem wielonarodowej Polski. Za Polaków w zasadzie uważała się
wyłącznie szlachta, o bardzo różnym pochodzeniu - także np. litewskim czy ruskim
(choć ci uważali się nieraz JEDNOCZEŚNIE za Litwinów - obywateli W. Ks.
Litewskiego, w odróżnieniu od mieszkańców Korony - często zwanych na Rusi
Lachami) - było to pojęcie o charakterze politycznym, decydował status
pełnoprawnego obywatela (na tym modelu w rozszerzonej postaci oparli swój
nacjonalizm Francuzi: Francuzem jest każdy obywatel państwa francuskiego).
Bardziej liczyła się dla nich przynależność stanowa - przede wszystkim byli
szlachcicami. Mieszczanie, a zwłaszcza chłopi niespecjalnie zaprzątali sobie
umysły takimi sprawami. Mieszczanie nielicznych większych i bardziej
niezależnych miast (zwłaszcza pruskich) uważali się zapewne za Gdańszczan, czy
Torunian. Chłopi co najwyżej za tutejszych, miejscowych... Wszyscy - za
poddanych króla. Co ciekawe - Żydzi byli odrębnym stanem. Dopiero epoka
XIX-wiecznego nacjonalizmu zrodziła pojęcie tzw. tożsamości narodowej oraz
narastające tendencje do krystalizacji i polaryzacji ludzkich postaw wobec tej
kwestii.

Pisał po łacinie, zapewne na co dzień mówił po niemiecku, był jednocześnie
wiernym poddanym króla polskiego (po mieczu: Litwina z pochodzenia...) i wrogiem
Zakonu Krzyżackiego, szczególnie związanym z Prusami Królewskimi, czerpiącymi
ogromne korzyści z akcesji do wielkiego państwa stanowiącego zaplecze m.in. dla
toruńskiego i gdańskiego handlu (Gdańsk za Kopernika zarabiał krocie na ogromnym
eksporcie zboża z Korony - był głównym, praktycznie jedynym portem).

XIX-wieczne kryteria etnicznej narodowości (określanej na podstawie pochodzenia
i najlepiej jeszcze dodatkowo: używanego języka, niemiecki model nacjonalizmu)
nie mogą być łatwo przykładane wstecz - jak widać... Być może nie tylko wstecz.
Samo stosowanie kryterium pochodzenia jest dosyć absurdalne i prymitywne
(myślenie plemienne dobrze korespondujące z rasizmem i darwinizmem społecznym).
Nieco bardziej sensowne kryterium językowe także nie zawsze wystarcza, jak
widać. Pomijam fakt ogromnego zróżnicowania języków oraz stopnia ich rozwoju,
mikrojęzyki, pogranicza językowe, itd.

Reasumując: Kopernik był przede wszystkim astronomem... :)

Można powiedzieć: polskim (jako obywatel RP), pruskim (jako mieszkaniec Prus
Królewskich, ściśle związany z tym regionem), niemieckim (niemiecki zdaje się,
jako Muttersprache - ciekawe, który: Niederpreussisch?), europejskim (łacina
jako język pracy i nauki) - jednak nie był ani Niemcem, ani Polakiem w
dzisiejszym rozumieniu. Możliwe, iż dziś zapytany odparłby po niemiecku albo po
łacinie, że Polska jest jego ojczyzną. :) Jednak zapytany po polsku - poprosiłby
o tłumacza. :)



Temat: Rybiński - The best
Rybiński - The best
Staropolska cnota

MACIEJ RYBIŃSKI

Przepowiadano nam, że po wejściu do Unii Europejskiej ulegniemy
wynarodowieniu, zatracimy staropolskie cnoty i zostaniemy poddani deprawacji.
Już od trzech prawie miesięcy rozglądam się z niepokojem po rodakach, aby
ustalić stopień i tempo odpolszczenia i eurodewiacji. Owszem, tu i ówdzie,
przede wszystkim w niektórych mediach, pojawiają się niepokojące symptomy,
ale nie tak powszechne, jak można się było obawiać. Znacznie liczniejsze są
sygnały pielęgnowania cnót sarmackich i nawiązywania do najlepszych tradycji.

Właśnie wczoraj nadeszła z Dolnego Śląska wiadomość, że 53-letni Zdzisław M.
z Lubiechowa koło Złotoryi wezwał elektryka celem naprawienia instalacji, a
po wykonaniu prac zabrał rzemieślnikowi buty i przez trzy dni nie chciał go
wypuścić z domu, pojąc bimbrem własnej roboty. Kiedy w elektryku duch upadał
i nie mógł lub nie chciał dalej pić, przepełniony staropolską gościnnością
Zdzisław M. używał piły spalinowej, aby gościa nawrócić na drogę obowiązku.

Ta piękna historia przypomina jako żywo zwyczaje pana Borejki, kasztelana
zawichojskiego, wspominanego przez Jędrzeja Kitowicza. Borejko na rozstajnych
drogach w pobliżu swego dworu postawił kapliczkę św. Jana Nepomucena, w
której zasiadał z różańcem, czekając, aż napatoczy się jakiś podróżny. Przy
czym trzeba podkreślić, że Borejko, kasztelan, a więc bądź co bądź senator
Rzeczypospolitej, nie miał żadnych przesądów klasowych ani narodowych.
Ktokolwiek przechodził lub przejeżdżał obok kapliczki: ksiądz, zakonnik,
kwestarz, szlachcic, mieszczanin, chłop, Żyd albo nawet dziad, musiał pić z
Borejką. Pachołek nalewał kielichy, Borejko pił do podróżnego, a podróżny do
Borejki tak długo, póki ów podróżny albo "z nóg nie spadł, albo mu gardło nie
puściło". W tych czasach nie znano niestety pił spalinowych, tego
niezawodnego środka zachęty do dalszego picia wbrew przeciwnościom losu.

Mamy więc odrodzenie narodowe, powrót do najpiękniejszych tradycji, a duch
Borejki obudził się w Lubiechowie, co szczególnie cenne, bo to starodawne
ziemie piastowskie i odzyskane. A gdyby mi kto zarzucał, że kpię sobie,
robiąc z pijaństwa narodową cnotę, temu powiem, że cnotą jest wszystko, co
pożytkowi służy, w tym narodowej tężyźnie. Jeszcze lekarz Czartoryskich w
wieku XVIII dowiódł, że "chcąc być w Polsce zdrowym, nie należy używać aptek
i doktorów, ale dwa razy w roku porządnie się upić: raz w maju zamiast
kuracji wodami mineralnymi, a drugi raz w październiku dla uniknięcia
katarów, pleurów i chorób zakaźnych". Oczywiście, gdy kto słabszego zdrowia,
powinien kurować się częściej. Natomiast tę receptę na zdrowie Polaków
polecam ministrowi Balickiemu. Niech NFZ zakontraktuje dla wszystkich Polaków
miejsca w knajpie. Bo jak nie - pójdziemy do znachora. Wyjedziemy do
Lubiechowa, do Zdzisława M. -




Temat: Rybiński - The best
Oto jak Kitowicz pisał o Borejce
Jest to fragment "Opisu obyczajów w Polsce za panowania Augusta III" Jędrzeja
Kitowicza:
"Borejko, kasztelan zawichwostski, tego możno nazwać pobożnym pijakiem;
najbardziej albowiem lubił cieszyć się i pijać z duchownymi, kiedy z świeckimi
osobami nie miał żadnego zatrudnienia. Skoro był wolny od interesów, rozpisał
listy do pobliższych mięszkania swego klasztorów, aby mu przysłali po dwóch
zakonników, jakikolwiek pobożny pretekst do tego wymyśliwszy. Przełożeni
klasztorów, wiadomi końca tej misji, posyłali mu co lepszych do picia. Z tymi
Borejko zamknął się w pokojach osobnych i oznajmił domownikom swoim, że to jest
klasztor, do którego po zamknięciu nikogo nie wpuszczono, ani z gości, ani
domowych, ani żony, ani żadnej kobiety, choćby nie wiedzieć jaka była potrzeba.
Przed zamknięciem tego klasztoru przygotowano w nim wszystkiego, co należało do
wygody i do potrzeby, do jedzenia i picia, a najwięcej wina. Pokój sypialny był
wysłany cały słomą i kobiercami, innej pościeli dla tego pijackiego bractwa nie
potrzebowano, ponieważ każdy jak padł, tak spał. Słudzy do usług byli
naznaczeni i wraz z panami zamknięci; był także i dzwonek przy jednych
drzwiach, tak jak bywać zwykł przy forcie klasztornej albo na korytarzu: w ten
dzwonek dzwoniono na mszą, do stołu i na silentium, które dopiero wtenczas
następowało, gdy się wszyscy popiwszy powywracali na owej słomie. Żeby zaś w
tym klasztorze nie uchybić chwały Pana Boga, dziś na jutro naznaczali jednego
spomiędzy siebie kapłana, który nazajutrz miał mieć mszą świętą. Temu nie dali
pić dłużej, jak do godziny jedenastej, chociażby chciał, biorąc jeszcze ściślej
godziną czas abstynencji kanonami przepisanej, dla wszelkiego warunku od omyłki
na zegarkach.
Gdy nazajutrz wszyscy powstawali, szli na mszą do kaplicy, będącej przy tym
klasztorze. Po wysłuchaniu mszy napili się herbaty podług zwyczaju, potem wódki
raz i drugi, potem nastąpiło śniadanie; po śniadaniu wino, po winie, miernie
zażytym, obiad, po obiedzie formalna pijatyka aż do wieczerzy, po wieczerzy toż
samo. Wszakże przy tym wszystkim pacierze kapłańskie musiały być w swoich
godzinach odbyte i pan Borejko sam ich z kapłanami odprawował. Ten klasztor
trwał dni trzy najmniej, a najwięcej pięć, podług panującej w pijakach dewocji.
Po rozpuszczeniu klasztoru swego odesłał każdych zakonników do ich własnych
klasztorów, dobrze udarowanych i jałmużną opatrzonych.
Gdy mu nie stało klasztoru, a nie miał z kim pić, wyszedł na rozstajne drogi,
przy których zbudował porządną kapliczkę św. Jana Nepomucena, daszkiem,
sztakietami i ławkami dokoła opatrzoną; do tego eremitorium przynieśli za nim
pajucy puzdro jedno i drugie wina i kilka wielkich kielichów. Tam zasiadłszy z
paciorkami czekał, aż kto nadjedzie albo nadyńdzie z podróżnych: ksiądz,
braciszek, kwestarz, szlachcic, mieszczanin, chłopek, Żyd, dziad zgoła, byle
człowiek; wyszedłszy naprzeciw niemu z kaplicy, zatrzymał przywitaniem: skąd,
dokąd i po co, a tymczasem pachołek, wiadomy pańskiego zwyczaju, nalał kielich
wina, którym odebranym pił pan do podróżnego animując, aby na odwrót do niego
wypił; i tak długo tego było, póki aż ów podróżny albo z nóg nie spadł, albo
póki mu gardło nie puściło. Jeżeli się wywrócił i usnął, pan Borejko,
odszedłszy do domu, wyprawił do niego stróża, aby go pilnował od złodzieja albo
innego łotra, żeby nie został obdarty i okradziony. Gdy zaś kilku zebrało się
tym sposobem podróżnych, ze wszystkimi póty pił, póki każdego nie upoił.
Podróżny, z liczniejszym pocztem jadący, proszony był do dworu na wstęp
momentalny; na który jeżeli się dał namówić, niełatwo się stamtąd wydobył;
jeżeli nie dał, to przynajmniej z całą swoją czeladzią musiał po którym
kielichu, a czasem aż do wysuszenia puzdra wypić. W tym był względny pan
Borejko, że nie przymuszał do ścinania kielichów duszkiem, pozwolił odetchnąć
raz i drugi, jednak niedługo. Był to pan tak wysoki i mężny, że wszedł w
przysłowie w województwie krakowskim, iż kiedy kto chciał kląć drugiego z
dosadnością przeklęstwa, to mówił: "Bodajeś tylego diabła zjadł jak pan
Borejko."



Temat: Koniec tematu miast
Maciej (Matthias) z Opatowca zwiazany z Dworem Lokietka.
Lokietek otaczal sie tylko Niemcami!

"„Urządzenia miejskie miał finansować zasadźca, który jednocześnie obejmował
intratne stanowisko wójta dziedzicznego. Został nim blisko związany z dworem
Władysława Łokietka Maciej z Opatowca, mąż prawych obyczajów, którego wierność
i oddanie księciu były powszechnie znane (...) Odtąd Lublin stał się ośrodkiem
funkcjonującym według nowej formy ustrojowej, podobnym pod tym względem do
Poznania, Bochni, Krakowa, Sandomierza czy Oświęcimia, lokowanych na prawie
magdeburskim w poprzednim stuleciu. Lokacja była wiec potrzebnym i ważnym
etapem na drodze do ukształtowania się Lublina w sprawny, znaczący i nowoczesny
organizm miejski.(...)

Wójt dziedziczny, dzięki dokumentowi lokacyjnemu z 1317 roku, uzyskał
dominującą pozycje w Lublinie. Wójtowie dziedziczni tworzyli specyficzną pod
względem prawnym i gospodarczym grupę ludzi w kraju. Zajmowali pośred­nią
pozycję miedzy mieszczaninem a szlachcicem.Głównymi atutami znaczenia wójtów
dziedzicznych w miastach było:

1) sprawowanie w imieniu pana feu­dalnego władzy sądowniczej wraz z ławnikami,
2) uczestniczenie w dochodach z czynszów miejskich,
3) posiadanie części przyznanej miastu ziemi oraz moż­ność budowy młynów,
karczem, łaźni.

Na przełomie XIV i XV wieku urząd wójta dziedzicznego w Lublinie przeszedł w
ręce krakowskich rodzin mieszczańskich. Sprawowały one władze poprzez
podwójcich, którzy stali na czele ławy sądowej. Mniej więcej od 1377 roku w
życiu społecznym miasta pojawiła się także rada miejska reprezentująca interesy
mieszkańców Lublina, a opozycyjnie nastawiona do wójtów dziedzicznych. Stały
wzrost znaczenia rady miejskiej doprowadził do wykupienia przez nią wójtostwa
dziedzicznego w 1504 roku. Proces formowa­nia się samorządu miejskiego był wiec
długi i odbywał się w ostrym konflikcie z wójtem dziedzicznym3”.

„Dowiadujemy się o d o m n i e m a n y c h wójtach lubelskich w drugiej
połowie XIV i pierwszej XV w. Byli to: Piotr Bogacz Czech (Petrus dives Bohemus
de Lublin), przyjmujący w 1395 r. prawomiejskie krakowskie i posiadający
ponadto wójtostwo grodeckie i Zygmunt Wierzynek, mający w Lublinie wójtostwo,
które mu przypadło po ojcu; w r. 1407 sprzedał je swojemu wujowi Wawrzyńcowi
Schirmerowi wobec sądu wyższego krakowskiego; następcą Wawrzyńca Schirmera na
wójtostwie lubelskim miał być jego syn Mikołaj, następcą Mikołaja syn Piotr
(...) W latach 1445-1448 spotykamy w aktach lubelskich rajcę krakowskiego Jana
Pieczenia (consul Cracoviensis Joannes Peczan, Pęczen, Pyetschin), zajmującego
wójtostwo lubelskie (...) po Piotrze Schirmerze. W 1456 r. Pieczeń sprzedaje
wójtostwo zięciowi swemu, rajcy krakowskiemu, Stanisławowi Morsztynowi,
kierownikowi mennicy królewskiej (...) "

No i co teraz?




Temat: ODCZYT Z NIESPODZIANKA*ODCZYT Z NIESPODZIANKA*ODCZ
Gość portalu: EUROMIR napisał(a):

> Mysle, ze sprawa wyjatkowo wazna,gdyz zamilczana, a w Polsce szczegolnie
> zaniedbana i malo dyskutowana jest kulturowa i cywilizacyjna rola Niemcow na
> obszarze calej Europy (z wylaczeniem jej czesci frankonskiej).

W niemieckiej psychice problem ten wiaze sie ponadto z opozycja Niemiec -
Prusak. Niemiec to ten od interesow a Prusak to glupek machajacy szabelka. W
polskiej mentalnosci w zasadzie istnieje tylko ten drugi.

> Na tym tle
> zadziwiajaca mnie nieslychanie latwosc, z ktora zywiol niemiecki ulegal
> rozpuszczeniu, wchlonieciu w najrozmaitszych srodowiskach swego osiedlenia
(po
> spelnieniu juz swej roli kulturowego pylka, ((nosnika), ((rozsadnika))).

Jest to prawda co Pan pisze o asymilacji. Nie byla ona co prawda tak
jednostronna jak Pan pisze. W srodowisku niemieckojezycznym asymilowaly sie
inne etnosy rownie latwo. Przykladem moze byc Slask. Sadze, ze pewnym pomyslem
na wyjasnienie tego fenomenu moze byc niemieckie pojecie Heimat'u. Nie ma ono w
zasadzie odpowiednika w jezyku polskim, aczkolwiek bywa slabo tlumaczone jako
mala ojczyzna. Niemcy do 1870 roku nie byly jednym panstwem lecz unia pod wodza
cesarza. Nie obowiazywala tam uniformizacja i jeden jezyk. Totez mieszczanie
migrujac mieli swiadomosc koniecznosci dostosowania sie do miejscowych
warunkow. Do wspolczesnosci dotrwaly ogromne roznice regionalne, ktore nie sa
likwidowane lecz podtrzymywane. Jezykowe mieszanki Austriacka, Szwajcarska,
Alzacka, Slaska lub Sudetendeutsch nie sa traktowane tak negatywnie jak w
Polsce regionalizmy. Totez jezyk nie byl dla nich bariera dla asymilacji.
Natomiast niezwykle trudno przebiegala asymilacja na plaszczyznie religijnej i
w mentalnosci. Na terenie Austro-Wegier byl przymusowy katolicyzm. Ale gdzie
indziej pozostawali przy wyznaniach ewangielickich. Oczywiscie wszedzie Zydzi
mieli przywilej religijny. Natomiast mentalnosc byla przekazywana z pokolenia
na pokolenie prawie nienaruszona. Szczegolnie zabawne jest odkrywanie jej u
ludzi nie znajacych ani slowa po niemiecku lecz myslacych tak jak ich
przodkowie.

Poniewaz autor wykladu wstepnego dokladnie opisal mentalne cechy mieszczanina
wiec nie bede tego powtarzal. Cywilizacyjna rola tych cech jest dla mnie
oczywista. Cechy te latwo przejac wychowujac sie w srodowisku respektujacym
takie zasady. Czyli dla zmiany potrzebne jest jedno pokolenie. Natomiast ja nie
znam recepty na przeszczepienie tej mentalnosci na grunt Europy Wschodniej. W
sredniowieczu czeladnik byl obowiazany terminowac u mistrza z innego miasta
(czyli praktycznie w glebi Niemiec). Rzetelnosc i uczciwosc byly niewatpliwie
cechami branymi pod uwage przy uwalnianiu kogos na mistrza. Cech rzemieslniczy
chcial miec czlonkow respektujacych prawo tej grupy zawodowej. Istnialo silne
sprzezenie pomiedzy powodzeniem zyciowym a etosem. Niektorzy ekonomisci
wykazuja powiazanie pomiedzy mentalnoscia a sukcesami kapitalizmu. Potwierdzaja
to losy Czech, Wegier, Lotwy i Estonii. Moge natomiast powiedziec, ze ostatnie
12 lat w Polsce nie moze sie pomiescic w glowie mieszczanina. Za duzo by nawet
o tym pisac. Niewatpliwie wejscie w sklad UE jest szansa dla Polakow na
przemiany mentalnosci. Nie ma sie co oszukiwac, ze bedzie sie to wiazalo z
utrata obecnej tozsamosci. Niestety szlachcic na zagrodzie rowny wojewodzie nie
bedzie w stanie zapewnic narodowi takiego dobrobytu jak nieherbowy mieszczanin.
Ciekawe czy Polakom uda sie przekroczyc ta bariere. Narady wojenne nad
koszernoscia w salonie zapewne tego nie ulatwiaja.

Pozdrawiam



Temat: Mity, kompleksy, schematy
1587

W roku 1587 kalwiński szlachcic Stanisław Sarnicki wydał w Krakowie pamiętne
Annales sive de origine et rebus gestis Polonorum et Lithuanorum. Owe dzieje
"pochodzenia oraz dokonań Polaków i Litwinów" nie były bynajmniej dziełem
prekursorskim. Wśród ówczesnych historyków Sarnicki miał kilku wybitnych
konkurentów, między innymi biskupa Warmii Marcina Kromera (1512-1589), którego
słynna kronika De origine et rebus gestis Polonorum została wydrukowana ponad
trzydzieści lat wcześniej. Sarnicki jest pamiętany tylko dlatego, że wzbogacił
starą historię o nowy szczegół.

Od czasów kanonika Jana Długosza, nadwornego historyka Jagiellonów, który pisał
w poprzednim stuleciu, większość polskich autorów głosiła teorię, iż naród
polski pochodzi od starożytnych Sarmatów - indoirańskiego ludu wędrownego, który
osiedlił się na równinach Europy Wschodniej w okresie przedchrześcijańskim.
Klasyczny podział stepów Eurazji na dwie części - Sarmatia europea i Sarmatia
asiatica - z granicą przebiegającą wzdłuż rzeki Tanais, czyli Donu, był w
renesansowej Europie nadal przyjmowany. Wkład Sarnickiego polegał na wysunięciu
tezy, że Sarmaci nie byli przodkami wszystkich Polaków, lecz jedynie polskiej
szlachty. Niebawem określenia nobilis - Polonus - Sarmata stały się synonimami,
w związku z czym przedstawicieli innych stanów - mieszczan, Żydów i chłopów -
nie uważano nawet za Polaków. "Naród polski" miał się składać wyłącznie ze szlachty.

Ten przejaw szlacheckiej pychy można porównać do sławetnej idei limpieza de
sangre - przeświadczenia o czystości szlachetnej krwi, które w tym samym okresie
było rozpowszechnione w Hiszpanii. Polski szlachcic był wychowywany w
przekonaniu, iż jest biologicznie odmienny od reszty populacji, a jego
przywileje są uzależnione od "obrony krwi". "Zmieszanie krwi" z ludźmi niższego
stanu traktowano jako mezalians. Walerian Nekanda Trepka, autor Liber Chamorum
(1620), spędził znaczną część żywota na tropieniu tysięcy rodzin podłego
pochodzenia, które wśliznęły się podstępnie w szeregi szlachty i na potęgę psuły
rasę. Trepka i jemu podobni nie byli w stanie wyobrazić sobie bez wstrętu
małżeństwa bądź związku szlachcica i nieszlachcica: "balsam, gdyby do smoły
włożono, już nie balsam, ale smoła będzie (...) i kąkol, choć w rolę dobrą
wsiany, pszenicą nie stanie się. Sieła ślachcianek ubogich do miasteczek za mąż
idzie, a gdy za chłopa, pewnie nieślachtę rodzić będzie, bo co za czystość od
nieczystego, a ze smutku co za wonie wyniść może. To mędrzec prorok: ani od sowy
sokół się nie urodzi" *1.

Polski "mit sarmacki" ma wiele odpowiedników w innych krajach europejskich.
Łączy go wiele na przykład z "teorią normańską" w Rosji, według której
założyciele Rusi Kijowskiej i ich potomkowie wśród współczesnej arystokracji
rosyjskiej nie pochodzą od Słowian, lecz od wikingów. Co więcej, obydwa mity
ewoluowały. W wieku XVII - w okresie najbliższych kontaktów Polski z imperium
osmańskim - mit sarmacki sprzyjał przyjęciu przez szlachtę orientalnego ubioru i
uzbrojenia. W wieku XVIII stanowił fundament konserwatywnej filozofii
"sarmatyzmu", która utwierdzała szlachtę w błogim przekonaniu, że wszystko w
Polsce, w tym również jej "złota wolność", jest wyjątkowe i lepsze. W owym
czasie - u schyłku Rzeczypospolitej - rasistowskie zabarwienie mitu przodków
zblakło; na przykład wielu Żydów mogło bez trudu kupić szlachectwo.

Pozostaje kwestia, czy polski "mit sarmacki" zawiera jakieś ziarno prawdy
historycznej. Większość historyków traktowała go jako barwną fantazję,
genealogiczne dziwactwo przypominające pomysły tych polskich szlachciców, którzy
utrzymywali, że pochodzą od Noego albo Juliusza Cezara. Z pewnością mamy do
czynienia tylko z wątłymi poszlakami, co jednak nie zniechęca uczonych. Jedną z
intrygujących ciekawostek jest dość wyraźne podobieństwo między emblematami
niezwykłego systemu heraldycznego Polaków a "tamgami", czyli "obrazkowymi
szarżami", starożytnych Sarmatów. Jeśli przyjmiemy - za podaniami - że w IV
wieku plemię sarmackich Alanów zniknęło gdzieś w puszczach Europy Wschodniej, to
miło pomyśleć, że mogłyby istnieć jakieś więzy pokrewieństwa między najlepszą
konnicą armii rzymskiej a najwspanialszą kawalerią nowożytnej Europy.
"Skrzydlata husaria" Sobieskiego była wyposażona w tak samo długie lance i
używała równie ogromnych rumaków jak Alanowie, którzy słynęli z tego ponad
tysiąc lat wcześniej *2.



Temat: Rzeczpospolita Szlachecka XXI wieku=Narod Lechicki
Spoleczenstwo stanowe
Spoleczenstwo stanowe

Lechicka Polska zawsze miala podzial na stany. Podzial na stany podlegal zawsze
kwestii przynaleznosci etnicznej i rodzinnej. Podzial stanowy spoleczenstwa
Polski wynikal z naszej dlugiej lechickiej rodowo-klanowej tradycji nie
uznajacej podzialow na klasy spoleczne na podstawie majatkow, lecz tylko i
wyraznie stopnia pokrewienstwa. Podzial spoleczenstwa ze wzgledu na majatek nie
tylko, ze jest mylny co pozbawiony wszelkiego oparcia w lechickiej tradycji
uznajacej nie majatek osobisty, lecz za to uznajacej odwage, dzielnosc,
dziedzictwo i krew.

Konstytucja 3 Maja Krolestwa Polski Narodu Lechickiego stanowi, ze Polska ma
miec podzial stanowy nastepujacy:

-Szlachta - pelni w prawach i obowiazkach obywatele Polski pochodzenia
lechickiego lub ze spokrewnionych z nimi lub zrownanych z nimi innych
szlachetnie urodzonych obcoplemiencow, lub obcoplemiencow, ktorzy odwaga w polu
walki zasluzyli sobie na wyniesienie do stanu szalcheckiego.

-Chlopow - pelniacych role mieszkancow, ktorzy maja prawo zyc i pracowac w
Polsce, lecz nie maja praw politycznych i sa takze zwolnieni z obowiazku wojskowego.

-Mieszczan - ktorzy stanowia mniejszosci etniczne jak Niemcy, Zydzi, Ormianie i
etc. ,a ktorzy z powodow posiadania specjalnych praw, przywilejow czy tez
upowaznien ku prowadzeniu swojego zycia w niezgodzie z naszym lechickim
obyczajem na terenie Polski, lecz za to z innymi pewnymi ograniczeniami z tej
odmiennosci wynikajacymi.

Podzial stanowy jest madroscia przodkow wynikajaca z wlasnych ich wielowiekowych
doswiadczen. To jest wlasciwy podzial spoleczny, ktory Narod Lechicki powinien
zawsze stosowac w kazdym kraju przez siebie rzadzonym.

-Obywatele-zolnierze - Do powyzszego rozdzialu stanowego Konstytucji 3 Maja
takze mozna byloby dodac mozliwosc stworzenia stanu obywateli-zolnierzy, ktorzy
z poboru by stawali sie szlachta Polski, lecz w odroznieniu od Szlachty by nie
posiadali tego statusu dziedzicznie (choc mogli by byc dziedzicznie szlachta
cudzoziemska). Wyroznialoby sie w ten sposob Szlachte od cudzoziemskiej szlachty
polskiej i uniemozliwiloby, zeby cudzoziemscy szlachcice zasiadali w Polsce na
wysokich stanowiskach panstwowych wylacznie przynalezacym nam Lechitom do
rzadzenia nasza lechicka ziemia i uniemozliwiloby tym obcym z polskim
szlachectwem w maceniu w porzadku naszej Polski jak to bywalo przed 1795 rokiem
w Polsce. Obywatele-zolnierze rekrutowali by sie z polskiej szlachty
niespokrewionej z nami Lechitami (lechickie I1 YDNA) i ochotnikow ze stanu
Chlopow. Mozliwosc istnialaby takze dla cudzoziemcow i polsckich Mieszczan by
mogli byc takze obywatelami-zolnierzami, lecz wymagaloby to od nich przyjecia i
zycia wedlug lechickiego porzadku, lechickiej tradycji i lechickiego prawa. To
wykluczaloby na pewno zas wszystkich Muzulman, gdyz ci z powodow religijnych
musza zyc wedlug arabskeigo porzadku, arabskiej tradycji i arabskiego prawa,
ktore nie sa kompatybilne z naszymi lechickimi.

Piotr Glownia herbu Godzyamba




Temat: opowiym wom bajka ...
Najwyzszą personą w Polsce ze wszystkich czartów był łęczycki wojewoda Boruta.
Awans na zaszczytne stanowisko zawdzięczał głównie układom rodzinnym. Pochodził
ze znanej rodziny piekielnej Kossobudzkich, spokrewnionej z samym Lucyferem.
Ciotka babki Boruty wyszła za mąż za syna lucyferowego, ta więc polski diabeł
miał niezłe plecy. Poza tym trzeba przyznać, że położył niezwykłe zasługi dla
rozwoju Księstwa Ciemności. Mimo to coraz mniejsza liczba Polaków smażyła się w
ogniu piekielnym, za to dwór Boruty upodabniał się coraz bardziej do jego
ludzkiego odpowiednika. Diabły założyły szlacheckie stroje i wspólnie z ludźmi
wydawały uczty. Zdenerwowało to bardzo rachmistrza piekielnego czarta Axabela,
który udał się ze skargą do szefa. Ten postanowił przydzielić wojewodzie
łęczyckiemu pomocnika w osobie Rokity. Bies ten, cham i grubianinm lubił
kobiety, ale rozumu miał tyle, co czarny kot napłakał. Diabły łęczyckie nie
przyjęły go najlepiej, obrażony Rokita postanowił więc działać na własną rękę.
Niewiele jednak zdziałał. Obity przez szlachtę, mieszczan oraz chłopów pędził
samotne życie na uboczu. Ukochał gościńce i bagna. Zdobywał dusze ludzi
wpychając rzezimieszków w trzęsawiska, bijąc kupców, porywając żony. Sukcesów w
Polsce jednak nie odniósł, a duszyczki dostarczał raczej w minimalnych
ilościach. Pomóc próbował Iskrzycki, czupurny, niewysoki, ale skory do
wszelkich bijatyk czart. Niestety, zakochał się nieszczęśliwie w dziewczynie o
imieniu Sabina, która wystawiła go do wiatru. To ona, a nie usychający z
miłości bies, popychała ludzi w objęcia piekieł, namawiając do zdrady, zabójstw
i wszelkiego. łajdactwa.

Piekło, żeby zatuszować kompromitujące wydarzenia, wysłało do Krakowa mądrego
diabła Asmodeusza. Ten ożenił się z krakowską mieszczką Agnieszką i zaczął
przygotowywać grunt pod akcję. Nim się jednak obejrzał, "lepsza połowa"
ogołociła go ze wszystkiego i wpędziła w takie długi, że diabeł salwował się
ucieczką pod skrzydła Lucyfera przed rozsierdzonymi wierzycielami, którzy
chcieli mu gnaty porachować.

Nie lepiej wiodło się diabłom w kontaktach z chłopami - narażali jedynie władze
księstwa ciemności na straty, biorąc zdrowe cięgi. Historia nie odnotowała
imion biednych połamańców, ale niech za usprawiedliwienie wątpliwej klasy tych
wyczynów służy fakt, iż Polacy to naród bitny. Sam wojewoda łęczycki Boruta,
dobry szermierz, uległ w pojedynku szlachcicowi Kmicie. Pamiątkę po tym
wydarzeniu w postaci trzech, zamiast pięciu pazurów, Boruta nosi do dzisiaj...

W kronikach piekielnych odnotowywano jednak także przykłady zgodnej współpracy
między ludźmi a czartami. Pewien diabeł porwał ubogiemu kmiotkowi ostatnią
pajdę chleba. Lucyfer, kiedy się o tym dowiedział, wpadł w taką wściekłość, że
aż smoła się w kotłach zagotowała. niefortunny bies musiał odpracować krzywdę,
jaką wyrządził i pracując z chłopem doprowadził do uwięzienia duszy pazernego
szlachcica.

Diabły bardzo często przyjmowały drobne podarki od Polaków, ale o od różnych
innych nacji również, odpłacając się darczyńcom sowicie. Kije samobije, obrus z
jedzeniem oraz baranek, z którego sypało się złoto, to właśnie podarki
piekielne.



Temat: LECHU RATUJ !!!!!!
Ten brzydki ród, ostatnią zgębę chleba wyłudziwszy chłopu kradnie go z
pieniędzy, pozbawia go z wszelkiego przemysłu, z zdrowia i z samego rozumu.

Żydzi, kiedy ich w Egipcie rząd do pracy przymuszał, uciekli i kraj okradli,
woląc się bezczynnym włóczęgą tułać po dzikich puszczach. Ten lud ma
obyczajność, sposób życia i moralność z moralnością naszej religii niezgodną.
Czyta on w swoich księgach, iż za krzywdy od ludzi innej religii poniesione,
pożyczywszy od nich różnych sprzętów i sreber, można te zabrać i uciec.
Przeciwnie nasza religia: w każdym przypadku kradzieży i oszukania zakazuje.
Ona naucza, iż nigdy krzywdy sobie samemu nadgradzać nie jest wolno.

Więc Żyd z swoją moralnością zawsze będzie niebezpiecznym i fałszywym, a przy
każdym oszukaniu łatwo zaspokoi sumnienie przezwaniem kradzieży swoich krzywd
nadgrodą. Rolnik w Polsce, w kraju północnym, potrzebuje w pewnej mierze
trunków gorących. Wszystkie trunki, a osobliwie gorzałka, która jest Polsce
naturalną, ma tę straszną własność, iż na kilka godzin pozbawia człowieka z
rozumu, z przytomności i z pamięci.

Żydom oddawać szafunek tak strasznego w swoich skutkach trunku jest powierzać
majątek naszego rolnika ludziom bez wiary, na chrześcijan zawziętym, i podawać
tymże w ręce narzędzie, z którym mogą bezkarnie używać majątku rolnika.

Zna dobrze żydowstwo, jak zyskowną dla nich być może własność trunku takiego,
jak sposobowi ich myślenia arcydogodna, przeto nigdy do szynkowania piwa nie
garnie się chciwie, bo piwo nie odbierając człowiekowi przytomności nie łatwi
do krzywdzenia go sposobów. W Polsce, kraju tak zimnym, nie można trunków
gorących zakazywać, ale rozum rząd dobry wyciąga, aby żadną miarą szynk
gorzałki nie był pozwolony Żydom. Niechaj Żydzi mają od rządu krajowego równą z
każdym mieszkańcem zarobków łatwość oprócz jednego szynku trunków, który, w
zamiarze polepszenia w kraju rolnictwa, najsurowiej im być zakazanym powinien w
całej Polsce, po wszystkich wsiach i miastach. Z wszystkich w Polsce
mieszkańców jednowładnej szlachcie podległych, największe swobody i prawa
szlachta pozwala Żydom.

Rolnikowi chrześcijaninowi sprawiedliwości dotychczas zapewnić nie chce,
owszem, dotychczas powtarza te dzikie słowa: dopiero szlachcic niewolnikiem
zostanie, gdy rolnik mieć sprawiedliwość będzie. Ale to nie obraża bynajmniej
przesądów tegoż niemyślącego szlachcica, że on razem z Żydem w sądzie stawać
musi. Ani lutrzy, ani kalwini, ani Grecy, ani Ormianie, zgoła żaden gatunek
ludzi w jakikolwiek miejscu znajdujący się, nie może mieć osobnych praw,
urzędów i sędziów, tylko prawom i magistratom miasta podlegać musi.

Przeciwnie Żydzi: w każdym miejscu osobne mają swoje prawa, osobny swój
magistrat i sędziów. Tym nierządem stało się, że szlachta wszędzie tylko
osobistym pożytkiem wiedziona, a o swojej wolności grubych przesądów pełna i
nigdy tych osobistości porzucić nie dołająca, w zamiarze dobra całego kraju
jedne połowę najbogatszych miast już uwięziła w jarzmie obcych despotów, a
resztę napełnia żydostwem.

Tym nierządem stało się, że jeszcze nie zatracona przez nierząd reszta narodu
polskiego już odmienia się znacznie w naród żydowski. Jedna część Polaków
niewolą partykularną utłumiona, druga po wszystkich prawie królewszczyznach
przez chciwych starostów więcej od Żydów jest poniżona. Przeto nie ma w
rzeczywistym narodzie polskim tego działalności przemysłu ducha, który widziemy
w innych krajach. Nie ma w naszych miastach żadnej publiczności, tylko
żydowska. Obojętny mieszczanin na wszystkie cudzoziemskie krzywdy i gwałty
biskupom i posłom wyrządzane, gdyż nieprzezorny rząd szlachty odjął im
przywiązanie do kraju.

Zapewniam, gdyby miasta równie z szlachtą radziły o kraju, gdyby na sejmie 1768
miasta były miały swoich posłów, nigdy by obcy nie byli ozuchwalili się i nigdy
nie byliby potrafili bezkarnie wziąć pierwszych senatorów z pośrodka Warszawy i
wywlec ich powoli i z spokojnością z kraju, musząc ich prowadzić przez tak
liczne miasta. W jednej godzinie zgruchnąwszy się, kilkadziesiąt tysięcy
przywiązanego do kraju ludu byłoby tych napastników na sztuki zatłukło, a tyran
[Repnin] byłby wcześnie z swoją głową zmykać musiał.

Gdyby niebaczna szlachta nie była miast naszych odrzuciła od obywatelstwa pod
Zygmuntem Augustem, gdyby miasta tak jak pod Kazimierzem W., pod Aleksandrem
królem, były dotychczas należały do prawodawstwa, nie byłoby widzieć tych
bruków ziemią zalazłych, a przy każdym dzisiaj nędznym miasteczku daleko w pole
ciągnących się.




Temat: SZLACHTA POLSKA
Ponownie wmieszam sie do antypolskiej kampanii prowadzonej przez
borslawa/wydrona/zygana itd, przeciwko szlachcie polskiej, wiec przeciwko
Polakom - moim rodakom.

borslaw=wydron=bolesta=sorky12=zygan=stracimir=wielonickowiec…

Borslaw/wydron/bolesta wystepuje na tym forum pod wieloma nickami, jednak
tendencyje pisze on te same nieuzasadnione bzdury.

ziuta napisała:

> 1. Skad wziales te liste

1. Wydron jest jakims psycholem tkwiacym w nienawisci do szlachty polskiej oraz
mieszczan. Lista przez niego przedstawiona, pochodzi prosto z jego niezbyt
zdrowego mozgu. Uwaza sie on za pseudonazwiskoznawce i wszedzie wykrywa spiski
szlachecko-mieszczansko-zydowskie. Nie zauwazajac iz wiekszosc Polakow dzis, ma
w rodzinie rowniez przodkow pochodzacych z szlachty polskiej, ewidentnie jest
on dla mnie antypolakiem dzialajacym przeciwko jednosci Polakow oraz polskosci.
Smieszy mnie tylko, iz jemu jako antysemicie mozna zarzucac to, co antysemici
czesto zarzucaja Zydom – poklocenie Polakow i ponizanie kultury polskiej, jaka
jest wlasnie rowniez Sarmatyzm. Nie bierze on pod uwage iz szlachta polska sie
z roznych stanow skladala – Targowica nie czynila calej szlachty zdrajcami, jak
borslaw by to chetnie widzial.
Pierwotnie przypuszczalem ze nie jest on Polakiem, bo jak mozna jako Polak tak
duza czesc Polakow ponizac. Przeczytaj sobie jego watek o nazwiskach
slowianskich, do ktorego ignorant link na stronie wstepowej podal (nie moglem
tego zrozumiec, poniewaz borslawa/bolesty wywody nazwisk slowianskich ani nie
sa fachowe, ani lingwistycznie uzasadnione) lub watek o niby zydowskosci
szlachty polskiej.
Jego osobowosc mozna wytlumacz jego pochodzeniem ze wsi z kombinacja z jego
wegetarianizmem (czy na wsi zyjacy wegetarianin nie jest paradoksem!!!?) oraz
jego idolem Lepperem. Borslaw wszedzie po nazwiskach wykrywa nie-polakow, a
jego bolszewicki idol Lepper nosi nazwisko niemieckie…

> 2. Czym sie rozni np.: Antoniewicz (Ormianin) od Antoniewicz (Litwin). Takie
sa me nazwiska i jak tu
> odroznic jednego od drugiego; Czy np.Andronowski - Czech i Litwin. Na czym
opie ra sie to rozroznienie.

2. Jego rozroznienia nie opieraja sie na niczym, oprocz na jego paranoii… on
nawet nie bierze pod uwage z ktorego regionu dany szlachcic pochodzil. Po
nazwiskach decyduje on czy szlachcic jest Litwinem czy Rusinem. Rozdrobnianie i
dzielenie polskiego spoleczenstwa jest stara metoda wrogow Polski.

> 3. Dlaczego tu sa Zydzi, Francuzi, Wlosi, Niemcy i inni skoro to ma byc
szlacht
> a polska.

3. Bo w jego pokreconym mozgu szlachta POLSKA wywodzi sie – jak borslaw kiedys
napisal - jedynie od potomkow POLAN. No i jak ma sie dyskutowac z takimi
debilizmami?

Wedlug kroniki Nestora, Polanie rowniez byli Rusami. Wiec co? Szlachty polskiej
w ogole nie bylo? W Polsce nie ma Polakow? Sa jedynie Zydzi i Niemcy? Ot
filozofia borslawa/wydrona/zygana i jakmutam…:

> etnicznie polska szlachta to potomkowie polan!!!
> nie wiem czy obecnie ETNICZNIE szlachta POLSKA przekracza 40% -50 %ogolu
> szlaczty uznajacej sie za polakow?raczej nie!

forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12217&w=11203639&a=11248550



Temat: Nasze legyndy i bojki
Mężczyźni, jakby rażeni piorunem, skurczyli się i milcząc na niego spojrzeli.
Wreszcie jeden z nich podsunął uczonemu czarną księgę. Beer otworzył ją i
przeczytał tytuł; „Księga posłuszeństwa”. Na jego pytanie kim są i co robią w
jaskini duchy odpowiedziały; „Nie wiemy kim jesteśmy, czekamy zaś na surowy
wyrok Boga, aby cierpieć za to cośmy uczynili”. Uczony zapytał co oni takiego
uczynili. W odpowiedzi starcy wskazali na zasłonę, oddzielającą część komnaty.
Beer zobaczył lezące na ziemi w nieładzie zbroje, kosztowności, pieniądze,
wszelkiego rodzaju towary oraz ludzkie szkielety. Uczony nabrał śmiałości i
przeprowadził formalny sąd nad tymi grzesznikami, wskazując im przy tym drogę
do dobra, na koniec odegrał piękny chorał na starym instrumencie ze złotą
klawiaturą, który odnalazł w kącie komnaty. Kiedy skończył jeden z duchów
powiedział: „Zabierz z tych skarbów tyle, ile tylko chcesz i opuść nas”. Beer
nie przyjął jednak tej propozycji. Starcy patrzyli na siebie w milczeniu. Po
chwili jeden z nich otworzył czarną księgę i przeczytał następujące
słowa: „Ostatnie duchy góry zostaną zbawione, kiedy złoczyńca zabierze cały ich
skarb, a człowiek pobożny ten skarb odrzuci”. Po tych słowach przez komnatę
przeszedł gwałtowny wiatr. Skały zaczęły pękać, kamienie zasypywały
pomieszczenie, a skarby pochłonęła rozwarta przepaść.

Johann Beer w cudowny sposób znalazł się nagle na powierzchni ziemi, daleko
od Ślęży.”

Osiemnastowieczny anonimowy autor podał w „Bunzlauische Monathschrift'"
inną, dość prymitywną wersję tej legendy. Wypaczała ona całkowicie sens
przesłania i odwracała role. Nie bohater zbawił pokutujące dusze, ale duchy
nawróciły jego. Przedstawia to w sposób następujący:

Mieszczanin świdnicki nazwiskiem Beer udał się około 1570 r. do jednej z
jaskiń na Ślęży. Spotkał tam zamieszkujące ją duchy. Nakazały one mu modlić się
i czynić pokutę. Zabroniły mu także powracania na Ślężę. Beer od tej pory stał
się bardzo pobożnym człowiekiem.”

Podania o pokutujących duchach rozbójników kryły w sobie pamięć o czasach,
kiedy Ślęża była siedzibą zbójeckich band. W czasach wojen husyckich ślężański
zamek opanowany został przez bandę dowodzoną przez kapitana Hansa Kolda.
Przeprowadzała ona łupieżcze wyprawy na okoliczne tereny. Działalność bandy
zakończyła się w 1429 r., kiedy to połączone siły mieszczan wrocławskich i
świdnickich zdobyły zamek. Niebawem jednak zagościła w nim nowa banda zbójecka,
której hersztem był Dietrich von During. Była ona jeszcze silniejsza od
poprzedniej, a wśród jej członków znajdowało się wielu szlachciców. Mieszkańcy
Wrocławia i Świdnicy, których interesy handlowe poważnie ucierpiały na skutek
działalności rabusiów, zorganizowali kolejną wyprawę, zakończyła się ona
sukcesem, banda została rozgromiona, a zamek na Ślęży, będący jej siedzibą,
uległ całkowitemu zniszczeniu.

Ślęża była nie tylko nawiedzana przez duchy pokutujących rozbójników. W jej
wnętrzu skrywały się groźniejsze, ważące o losach świata, siły. Mówiła o tym
następująca legenda:

„W środku góry Ślęży śpi siedmiu rycerzy. Każdy z nich trzyma za uzdę
rumaka, a jedną nogę ma wsadzona w strzemię. Gotowi czekają na znak. Kiedy się
obudzą skoczą na konie i ruszą. Będzie to oznaczało koniec świata. Zapowiedzią
zaś jego końca będzie odarcie się góry i wydobywanie z niej płonącej lawy.

Ślęża oglądana przez pryzmat ludowych podań jawi nam się jako góra
niezwykła, wręcz czarodziejska. Nie tylko tajemnicze rzeźby kamienne, ale
również skały, jaskinie, a nawet łąki związane zostały z licznymi ludowymi
opowieściami. O żadnym innym miejscu na Śląsku nie opowiadano tylu legend i
baśni, mało także w Europie było okolic, o których krążyłoby tyle różnobarwnych
opowieści. Najsłynniejsza góra w Niemczech, owiany legendami Kyffhauser (płd.
Turyngia), związana była tylko i wyłącznie z postacią cesarza Fryderyka
Barbarossy. Natomiast podania dotyczące Ślęży były wielotematyczne.

Zaprezentowany przegląd ludowych opowieści ślężańskich nie wyczerpuje
całego ich zasobu. W szczupłych ramach artykułu nie sposób zawrzeć wszystkich
podań na temat skarbów i duchów, nie ujęto również opowieści dotyczących góry
Raduni oraz innych miejscowości wokół Ślęży. Pominięte zostały też bajki
fantastyczne, takie jak na przykład znana baśń o ślężańskiej pannie. Artykuł
niniejszy stanowi tylko skromną próbę prezentacji bogactwa i różnorodności
tematycznej podań ludowych związanych z górą Ślężą.



Temat: NIEMCY KRADNĄ KOPERNIKA I MOZARTA
Nie pieprz Warszawiak wieprza pieprzem
Gość portalu: Warszawiak napisał(a):

> tomek9991 napisał:
>
> > Ja nie twierdzę, że Kopernik był czystym rasowo Polakiem mówiącym zawsze p
> o
> > polsku.
> > Zwróciłem tylko uwagę na to, że aż do XVIII wieku naród utożsamiano z
> > obywatelstwem.
> > Czyli Kopernik był Polakiem.
> > I tak samo należy rozpatrywać Heweliusza, Tylmana van Gameren, Bonera itd.
>
> Tomku,
> wybacz chyba Ci się już wszystko dokumentnie pozajączkowało.
> Do XVIII w. termin naród utożsamiano w obywatelstwem. OK. Ale z
obywatelstwem
> politycznym. Od unii lubelskiej nasz kraj nazywał się oficjalnie
Rzeczpospolita
>
> Obojga Narodów. Nie chodziło tu jednak o naród polski czy litewski, czy jak
> wolisz o mieszkańców (obywateli - w naszym rozumieniu tego słowa)obu części
> Rzeczpopolitej. Chodziło o narody polityczne Korony i Wielkiego Księstwa
czyli
> szlachtę zamieszkującą a. Polskę; b. Litwę. Czyli do "narodu" należał
szlachcic
>
> ale mieszczanin, chłop i duchowny - nie czyli obywatelami z twojej listy byli
> by Bonerowie (bo uzyskali nobilitację), Tylman (j.w.), ale mieszczanin
> Heweliusz - już nie.
>

Sława!

Heweliusz jak najbardziej Polak, bo poddany Króla Polskiego, pozatem jego
nadworny astronom...

Wtedy decydowało nie obywatelstwo, lecz poddaństwo...

Dlatego i Wita Stwosza zaliczymy do kultury polskiej...
Podobnie jak Canaletta...

Z Kopernikiem mamy jasność: poddany polski, absolwent polskiego uniwersytetu,
polski duchowny, wreszcie pamietajmy, że swoją polskość udowodnił dowodząc
obroną Fromborka przez zakonem TEUTOŃSKIM...

A jak pewnien Niemiec kurlandzki, co Niemców beż żadnego miłosierdzia prał na
Monte Cassino, to samo z gen Klebergiem, czy tyrolskiego pochodzenia rodziną
Hallerów...

To, czy Niemcy są gotowi twierdzić iż oni zwyciężyli wtedy?

Ciekawe czy na tej liście wybitnych 100 Niemców są rownież takie nazwiska jak
Nietsche, Einstein, czy Marlena Dietrich.., która wyparła się swojego
pochodzenia; śpiewała właśnie dla lotników RAF, którzy we wspaniałym stylu
równali z ziemią niemieckie miasta, przecież dziewczyna robiła awantury za
przypominanie jej pochodzenia i groziła za to procesami...
Tak samo jak nie zaliczyny na wskroś żydowskiego pisarza Franza Kafki do
niemczyzny...

Można jednak powiedzieć, że tacy ludzie jak Józef Korzeniowski, czy Maria
Skłodowska-Curie( a nie Curie-Skłodowska, jak błędnie jest nawet w nazwie
pewnego prowincjonalnego uniwersytetu) należą do wspólnego dziedzictwa polsko
francuskiego, czy polsko-anglosaskiego...

Możemy powiedzieć, że Wolszczan, że Kościuszko, że Pułaski, są wspólni...

Pozdrawiam!

Ignorant
+++



Temat: "FAZ": Polska ws. kryzysu płynie pod prąd
Liberalny inteligent uważa Polskę za część Zachodu, od którego odcięły nas
nieszczęśliwe przypadłości historyczne: zabory, wojny i komunizm. Myśli, że
gdyby nie 200 lat nieszczęść, byłaby tu Szwajcaria, a co najmniej Francja. Po
1989 r. naturalną receptą na zacofanie wydawało mu się przyspieszone
wprowadzenie zachodnich instytucji, zwłaszcza liberalnego kapitalizmu, który - w
odróżnieniu od demokracji - ma w Polsce wątłą historyczną tradycję. Po prostu
wracamy do rodziny: im szybciej, tym lepiej.

Pytanie, na ile należeliśmy do niej kiedykolwiek. Historia podpowiada, że
problem polskiego zacofania - jak pisał jeden z XIX-wiecznych autorów,
"zaodłożenia" - wobec Zachodu leży znacznie głębiej.

Jeden z wielu - za to barwny - przykład historyczny. W 1733 roku Stefan
Garczyński - właściciel Zbąszynia i okolic, później wojewoda poznański - pisze
książkę pod wymownym tytułem "Anatomia Rzeczypospolitey Polskiey. Synom Oyczyzny
ku przestrodze y poprawie [...] mianowicie, o sposobach: zamnożenia Polskę ludem
pospolitym, konserwowania dziatwy wieiskiey przez niedostatek y niewygody marnie
ginącey, y wprowadzenia handlow y manufaktur zagranicznych". Książka przez 16
lat krąży w rękopisie, drukiem ukazuje się w 1749 r.

Garczyński porównuje Polskę z Niemcami. Zauważa, że w Polsce - poza zbożem - nic
się nie produkuje, a miasta są biedne i małe. Gdyby nawet w Polsce ślusarz
chciał produkować zamki do drzwi, to by zbankrutował, bo chłopi i mieszczanie
za biedni, żeby je kupić, i zamykają drzwi na skobel. Szlachcic zaś sprowadzana
zamki z Anglii.

W książce pojawia się także jedna z najwcześniejszych w polskiej publicystyce
pochwał przemysłu i kapitalizmu. Garczyński używa nawet tych właśnie, wówczas
nowych, słów - "fabryka" i "kapitalista". Jednego i drugiego w Polsce wtedy nie
ma, a korzyści społeczne (jak byśmy dziś powiedzieli) wydają się oświeceniowemu
publicyście oczywiste. Wylicza kilkanaście różnych zawodów, które żyją z jednej
fabryki. "Y tak naprzykład reprezentuię [przedstawię] warsztat Sukiennicki, iak
wiele on ludzi ubogich y podłych sustentuie [utrzymuje] y żywi? [...] Niechże
każdy zważy, takiey manufaktury Dyrektor, co tu ludzi i bliźnich swoich, a sług
Chrystusowych żywi, do roboty zachęca y im sposob podaie życia. Viceversa ci co
nad warsztatem siedzą, przy pracy sustentuią ubogie pospólstwo, które im robot
dopomaga, a tym sposobem praecluditur [zamknięta jest mu] droga do żebranki".

Przygnębiające, jak wiele wątków z tej publicystyki odnajdziemy bez trudu w
dzisiejszej. U Garczyńskiego jest narzekanie na polski nierząd (w odróżnieniu od
zachodnich rządów prawa). Państwo jest słabe, a elity chciwe i niekompetentne -
potrafią tylko bogacić się kosztem słabszych. Garczyński pisze np., że dzieci
biednych wychowują się w złych warunkach i nie ma się kto nimi zajmować, a przez
to są niedokształcone i chorowite.

Warto zajrzeć do jego książki, i to nie tylko dlatego, że pełna jest smakowitych
cytatów. W bibliotekach jest trudno dostępna, ale zeskanowany oryginał znalazłem
w amerykańskiej bibliotece internetowej Google Books . Jest to, nawiasem mówiąc,
niepozbawiony ironii przypis do kwestii „polska nowoczesność”.

wyborcza.pl/1,76498,6220774,Zegarek_sam_sie_nie_wyreguluje.html



Temat: Rajd śladami Bandery: MSWiA zakazało uczestniko...
Świętych nie ma na tej niskiej ziemi...
Niestety, tak się zachowywali najlepsi z najlepszych, nasi patroni
ulic i szkół. Polecam zwłaszcza zbrodnie wymordowania jeńców i
mieszkańców pod Sołonicą (hetman Stanisław Żółkiewski, nasza duma
spod Kłuszyna, który sprawił lanie Moskwicinom, do dzisiaj nie moga
o tym zapomnieć - patrz film "Rok 1612") oraz w Stawiszczu (Stefan
Czarniecki) włącznie ze zrównaniem z ziemią:

www.lwow.com.pl/semper/sf-historia.html

Żeby było ciekawiej, ten portal nie jest proukraiński - a całość
tekstu kończy się niemiłymi dla Ukraińców opowieściami, więc o
stronniczość posądzić Blicharskiego nie sposób...

Kolejny teskt - fatalny dla Czarnieckiego, jednego z
najpopularniejszych bohaterów z historii Polski, wręcz otoczonego
kultem w okresie zaborów (do dziś obecny w hymnie państwowym):

www.wprost.pl/ar/38199/Hetman-smierci/?O=38199&pg=0
No i najgorsze: świadectwo, że Czarniecki był zwykłym zbójem,
niegorszym (i nie lepszym) od patologicznego antysemity Bohdana
Chmielnickiego, swojego zaprzysięgłego wroga:

"Chodziło m.in. o to, żeby winę za początkową zdradę przerzucić na
innych. Wystarczy wcisnąć w sieci nazwy miejscowości, wyzwalanych
przez ludzi Czarnieckiego, żeby przekonać się, iż dokonywali
pogromów na Żydach - często przy udziale lokalsów. Miejscowości te
posiadają wspólny rys historyczny: w połowie XVII wieku Żydów
wymordowali podkomendni Czarnieckiego; w XX w. - Niemcy et
consortes.

Przypadkowa wyliczanka: Inowrocław A.D. 1656 - większość Żydów
wymordowana przez polskie wojska hetmana Czarnieckiego; Piotrków
Trybunalski A.D. 1657 - wojska Czarnieckiego dokonały pogromu
Żydów. Chęciny (kieleckie) A.D. 1656 roku większość gminy, liczącej
150 osób wymordowana przez dragonów Czarnieckiego. Chmielnik A.D.
1656 wojska Czarnieckiego dokonały pogromu Żydów (100 zabitych).

Brześć Kujawski - w 1656 krwawy pogrom Żydów, dokonany przez wojska
Czarnieckiego, zamordowanio 100 rodzin; Klimontów - w 1656 roku
miejscowi Żydzi padli ofiarą oddziałów Czarnieckiego. Tarnobrzeg w
1656 - masakra dokonana przez wojska Czarnieckiego, o której
wspominała żydowska modlitwa o spokój dusz męczenników, odmawiana
jeszcze na początku XX w. w synagogach w Sandomierzu.

Ciechanów - 50 żydowskich rodzin wymordowanych przez wojska Stefana
Czarnieckiego; Kcynia - pogromik; Łęczyca - w październiku A.D. 1656
wojska Czarnieckiego zabiły i spaliły żywcem większość tamtejszych
Żydów. Jeden z podwładnych hetmana, szlachcic z dworu
królewskiego "zebrał wszystkie żydowskie dzieci - w większości na
wpół spalone - każąc je ochrzcić, żeby przyczynić się do ich
zbawienia".
(...)
cytuje fragment Tadeusz Nowaka z "Kampanii wielkopolskiej
Czarnieckiego i Lubomirskiego w roku 1656":

"Kampania wielkopolska Czarnieckiego i Lubomirskiego w roku 1656" -
potwierdza, że tzw. "rabarze" lub "Kozacy" szli przed armią
Czarnieckiego i Lubomirskiego i pustoszyli co się dało. Po nieudanym
ataku na Bydgoszcz, rozwścieczeni oporem Polacy mieli wywrzeć całą
złość na miejscowej ludności niemieckiego pochodzenia - tak
mieszczanach bydgoskich, jak zamieszkujących okoliczne wsie tzw.
Holendrach - którą w znacznej mierze bez litości wyrżnęli, zwłaszcza
tych, co posiadali u siebie szwedzkie salwa-gwardie."

http://www.wirtualnemedia.pl/blog/index.php?/authors/56-Eli-
Barbur/archives/3046-POGROMCA-OD-POGROMOW.html

Niestety - czy to oznacza, że mamy zmienić nazwy ulic i szkół? Nie,
w żadnym wypadku. Czy to oznacza, że mamy pozwolić na nazwanie
imieniem Stepana Bandery jakiejś szkoły czy ulicy w Polsce? Nie, w
żadnym wypadku. Ale powinniśmy pamiętać, że nie ma narodów
anielskich i narodów diabelskich - i że my też w przeszłości
zadawaliśmy niewyobrażalne cierpienia np. Ukraińcom, Białorusinom,
Żydom, Niemcom, Holendrom... I dlatego dziś powinniśmy rozliczać
neobanderowców nie z katechizmowej pozycji Boga Ojca, tylko sine
irae et studio, opierając się na faktach - bo każde nasze kłamstwo
naychmiast wyjdzie na jaw i jeszcze się wstydu najemy...




Temat: Kalendarium majowe
7 maja

127 dzień roku.
Słońce w znaku Byka wzeszło w Olsztynie o 4.51, zajdzie o 20.19 Dzień potrwa 15
godzin i 28 minut, i będzie dłuższy od najkrótszego w roku o 8 godzin i 3 minuty.

Imieniny obchodzą: Domicela, Gizela, Ludmiła i August.

Urodzeni 7 maja odznaczają się oryginalną umysłowością i predyspozycjami
twórczymi. Są bardzo ambitni i nie ustają w poszukiwaniu coraz to nowych form
swego artystycznego wyrazu. Ich aktywność ściśle wiąże się z uczuciami i
nastrojami. One to inspirują ich, bądź działają destrukcyjnie.

1268- Zmarł Wincenty z Kielczy, dominikanin i poeta tworzący po łacinie,
kompozytor, kanonik krakowski, autor hymnu „Gaude Mater Polonia” i dwóch
redakcji „Żywotu św. Stanisława” (ur. ok. roku 1200).

1558- Maleccy, właściciele drukarni w Regielnicy koło Ełku, sprzedali ją za 300
guldenów drukarzowi Janowi Daubmannowi z Królewca.

1630- Podczas okupacji szwedzkiej rada Starego Miasta Elbląga wprowadziła cło na
sprowadzone towary do Elbląga. Mieszczanom zależało na zdobyciu środków na
częste kontrybucje.

1725- W Łankiejmach koło Kętrzyna urodził się Ernest Lehndorff, szlachcic
pruski, pamiętnikarz.

1763- Urodził się książę Józef Poniatowski, generał, minister wojny i naczelny
wódz wojsk Księstwa Warszawskiego, marszałek Francji. Zginął w nurtach Elstery,
w czasie osłaniania odwrotu armii napoleońskiej spod Lipska 19 października 1813
roku.

1794- Naczelnik powstania gen. Tadeusz Kościuszko ogłosił w Połańcu uniwersał,
znoszący poddaństwo osobiste chłopów, zakazujący ich rugowania z gruntu oraz
zmniejszający wymiar pańszczyzny.

1848- W Ostródzie zmarł Gustaw Gizewiusz, kaznodzieja ewangelicki, mazurski
działacz społeczno-narodowy, folklorysta, redaktor, wydawca i publicysta. Od
jego nazwiska pochodzi nazwa Giżycko.

1867- Urodził się Władysław Reymont (właśc. Stanisław Władysław Rejment), autor
powieści „Komediantka”, „Ziemia obiecana” oraz „Chłopi”, za którą w 1924 roku
otrzymał literacką Nagrodę Nobla (zm. 5.12.1925).

1946- Zmiana nazwy miasta Rastembork na Kętrzyn.

1966- Zmarł Stanisław Jerzy Lec, poeta, satyryk, jeden z najwybitniejszych
aforystów polskich, autor m.in. „Myśli nieuczesanych” i zbioru wierszy „Kpię i
pytam o drogę” (ur. 16.08.1906).

1980- W Olsztynie otwarto Dom Pomocy Społecznej „Kombatant”. Na stałe mieszka
tam w 13 pokojach dwuosobowych oraz w 115 pokojach jednoosobowych (z łazienką,
przedpokojem i balkonem) 141 pensjonariuszy – 70 proc. z nich to kombatanci.

2004- W Iraku zginął Waldemar Milewicz, dziennikarz, reporter i korespondent
wojenny Telewizji Polskiej, autor reportaży z Bośni, Czeczenii, Kosowa,
Abchazji, Rwandy, Kambodży, Somalii, Etiopii. Autor programu telewizyjnego
„Dziwny jest ten świat”. Laureat wielu prestiżowych wyróżnień, uznany
dziennikarzem roku 2001. Urodził się 20 sierpnia 1956 roku w Dobrym Mieście, a
maturę zdał w Lidzbarku Warmińskim.



Temat: wiara a patriotyzm
Nati, dla mnie to co piszesz jest nadinterpretacja. Tonika napisala ze nie czuje
sie Polka bo w ogole identyfikacja narodowa nie jest jej potrzebna. Bywa. To nie
znaczy ze czuje sie przynalezna do innego narodu, bo ma problemy i watpliwosci
dotyczace wlasnie jakiejkolwiek przynaleznosci narodowej. I ja to rozumiem,
jeszcze niedawno dla mnie byla to abstrakcja, dzis powoli dla siebie porzadkuje
rozne rzeczy, ale dalej mam wiele watpliwosci. Koncepcja panstw narodowych jest
XIX-wieczna w wiekszej czesci. Przypisywanie "narodowosci" ludziom poprzednich
epok jest (przewaznie, nie zawsze) naciagane. I tak to szlachcic z Korony
zostaje tworca Ukrainy, a Kopernik, mieszkaniec Pomorza, uczen UJ ale absolwent
Bolonii (celowo nie konczyl UJ bo nie moglby juz tak swobodnie studiowac w
Bolonii) jest przedmiotem sporu miedzy Polakami i Niemcami ktorego by chyba nie
zrozumiel lub ktory by go rozbawil. Podobnie kwestia ludzi majacych wsrod
najblizszych przodkow przedstawicieli kilku narodowosci - maja obywatelstwo, ale
czy maja narodowosc w sensie etnicznym (jesli taka w ogole istnieje). Jesli ktos
ma wsrod dziadkow Polakow, Zydow i Niemcow (znam) to czy to oznacza ze ma jakas
zaprogramowana narodowosc? Moze wybrac kim sie czuje, moze stwierdzic ze sie nie
czuje zwiazany z zadna narodowoscia (a np. tylko z panstwem w ktorym mieszka
albo i to nie) i to wciaz jest OK. czy posiadanie podwojnego obywatelstwa
powoduje moralny dylemat? Dla mnie nie. Z roznych powodow ludzie maja wiecej niz
jeden paszport, a czasem paszport panstwa w ktorym nigdy nie mieszkali, nie
urodzili sie, ale paszport maja (spotkalam).
Jezyk to kolejny slaby punkt identyfikacji. Sa kraje majace kilka oficjalnych
jezykow (Szwajcaria, Irlandia, Andora, Hiszpania, by ograniczyc sie do Europy),
sa kraje ktore nie maja wlasnego jezyka odrebnego od jezyka sasiadow (San
Marino, Austria, Lichtenstein, czesciowo Szwajcaria, Belgia itd, znow tylko w
Europie). Sa dzieci dwujezyczne od urodzenia. Czy to determinuje ich narodowosc,
poczucie przynaleznosci? Czy Szwajcar z Lugano jest inny od Szwajcara z Berna bo
jego pierwszy jezyk jest inny? Czy Irandczyk ktorego pierwszym jezykiem jest
gaelicki jest bardziej Irlandzki od tego ktory gaelickiego zaczyna uczyc sie w
szkole i nigdy nie mowi nim plynnie? Dla mnie nie.
Okupacja to inna sparawa. Tu liczy sie identyfikacja z danym panstwem. Znow
wcale niekoniecznie na gruncie narodowosci. Osoby od przyslowiowych wiekow
zamieszkujace dane panstwo bywalo zdradzaly jego interesy. Osoby bedace swiezymi
imigrantami lub czlonkami mniejszosci bywalo wyjatkowo bohatersko walczyly o
jego przetrwanie. Niezlym przykladem sa mieszczanie gdanscy na przestrzeni od XV
do XVIII wieku lojalni poddani krola Polski mimo tego ze zwykle byli
niemieckojezyczni i o niemieckich korzeniach. Byli goracymi polskimi patriotami.
Tonika nigdzie nie napisala ze nie przeszkadzalaby jej okupacja.
Zupelna abstrakcja jest publiczne wyznawanie wiary. Zalozmy katolicyzm: z samej
nazwy wynika POWSZECHNOSC wyznania, jest ono obecne w wiekszosci krajow swiata
wiec dlaczego mialoby miec cos wspolnego z narodowoscia? Czy katolik brytyjski
jest lepszy/ gorszy/ inny od - powiedzmy - belgijskiego? Koscioly protestanckie
to samo. Czy poddani austriaccy z okresu wojny 30-letniej ktorych obejmowal
zakaz publicznego wyznawania wiary powinni skarzyc sie na Austrie czy na
nietolerancje religijna? Trudno powiedziec ze ich okupowano, oni naprawde byli
stamtad. Czy mniejszosc zydowska w jakimkolwiek panstwie europejskim do wybuchu
II wojny swiatowej przestawala byc w wiekszosci lojalnymi obywatelami danego
kraju tylko dlatego ze byla mniejszoscia? Nie! Czy kilka dywizji Tatarow w
polskim wojsku w 39 r. bylo podejrzane bo byli Tatarami? Tez nie. Byli wobec
panstwa lojalni. Byli tez lojalni wobec religii i grupy etnicznej. To sie nie
wyklucza. Sporadycznie wybory bywaja konieczne. Oby jak najrzadziej bo to zawsze
oznacza sytuacje nadzwyczajna. Na co dzien nie widze powodu dla ktorego
jakakolwiek identyfikacja narodowa lub jej brak mialaby miec cos wspolnego z np.
brakiem zahamowan przed okupacja.
Na marginesie, pastor Bonhoeffer byl na pewno Niemcem, i chya patriota, co
oznaczalo sprzeciw wobec nazistow az do smierci wlacznie.