Oglądasz wypowiedzi znalezione dla hasła: Miejski Konserwator Zabytków Kraków





Temat: Radni: nowe bilety kwadransowe i pięcioprzystan...
Radni: nowe bilety kwadransowe i pięcioprzystan...
A ja nie-całkiem odnosząc się do meritum.

1) Pomysł wprowadzenia biletów czasowych na obecnym etapie jest po prostu zły,
co zresztą pada wielokrotnie na forum.

- W zakorkowanym mieście najpierw NALEŻY doprowadzić komunikację miejską do
stanu normalnego (bez makabrycznych opóźnień i strat czasu zwłaszcza
autobusów). Dopiero, gdy dojdziemy do sytuacji chociażby takiej jak Berlin
albo przynajmniej Praga - to można by pomyśleć o biletach czasowych...

2) Radny OsMenda to wyjątkowy kretyn, bufon, zarozumialec, cwaniak, jednym
słowem - ostrzegam przed kolejnymi durnowatymi pomysłami tego "radnego". I mam
nadzieję, że krakowski "lud" tego nie kupi.

Radny Łukasz Osmenda:
- głosował PRZECIWKO skierowaniu wniosku Prezydenta do Trybunału
Konstytucyjnego o zgodności z konstytucją zasad działania Komisji Majątkowej -
w ten sposób dołożył swoją "cegiełkę" do rozkradania majątku Gminy Kraków
przez Kosćiół Kat.

- nie korzysta z komunikacji miejskiej i nie ma o niej zielonego pojęcia, a
próbuje zaistnieć ze swoimi durnymi pomysłami;

- jest zwolennikiem nieograniczonego ruchu samochodowego - nie ma kompletnie
pojęcia o tendencjach jakie zachodzą w Europie (generalnie ograniczających
motoryzację indywidualną).

- był jednym z radnych, którzy ZNIEŚLI opłaty za parkowanie w strefie płatnego
parkowania w soboty, co powoduje straty w budżecie miasta i niepotrzebne
zapchanie centrum w soboty! Tu wychodzi hipokryzja radnego: chce zachęcić
mieszkańców do korzystania z komunikacji miejskiej sam omijając ją z daleka i
"promując" korzystanie poprzez m.in. zniesienie opłat dla samochodów w soboty,
co na pewno zachęci ludzi do przesiadek do tramwajów :))

- chciał zlikwidować Bibliotekę Polskiej Piosenki - tzn. odebrać finansowanie
z budżetu Krakowa

- chciał zmniejszyć finansowanie kultury (m.in. Teatru Łaźnia Nowa)

- chciał budować parking podziemny m.in. pod placem Matejki mimo sprzeciwu
konserwatora zabytków i pomijając opinie fachowców i doświadczenia podobnych
miast w Europie o zdrowym rozsądku nie wspominając

Krakowie - moje kochane miasto - broń się przed takimi głupimi radnymi jak ten
OsMenda. A Wy - drodzy współobywatele - nie wierzcie takim kreaturom
szukającym taniego poklasku. Celem tego radnego jest wyłącznie utrzymanie się
przy korycie.
Mam nadzieję, że przy najbliższych wyborach wyleci na zbity pysk z rady miasta :)




Temat: Plac katedralny do poprawki
Zawinili projektanci placu !!!!!!!
Znowu według zawiniła IDEA ?????!!!! Według projektu państwa Cieplińskich plac
Katedralny miał być placem pieszym jak deptak, z ławeczkami,latarenkami,
słupkami,podświetleniem iluminacyjnym,o którym już nikt nie pamięta,
a samochody miały parkować tylko po jego bokach w mocno organiczonej liczbie.
Słupki to głównie ozdoba i swoiste ostrzeżenie przed wjazdem na chodnik dla
kierowców debili. Takie słupki stawiane są we wsystkich miastach historycznych
poddawanych rewitalizacji w Polsce i w Europie.
Ich mocowanie musi spełniać normy bezpiecznego użytkowania. Historyjka o
dziecku które przewróciło słupek jest porażającym dowodem na fuszerkę wykonawcy
albo producenta, albo obu na raz i wystarczy wyegzekwować naprawę w ramach
normalnej gwarancji. Problem leży zupełnie gdzie indziej, plac Katedralny w
niczym nie przypomina idei IDEI- to najbardziej zatłoczony płatny parking w
Lublinie. Samochody upycha się u kolanem żeby zarobić choć sto złotych dziennie
więcej! Zamiast w dwóch rzędach stoją w trzech i wyłamują zderzakami żeliwne
słupki z chodnika!!! Moim zdaniem ten parking nie spełnia żadnych norm
wymiarowych i powinien być zamknięty przez nadzór budowlany jako niezgodny z
przepisami i projektem remontu zabytkowego placu, zatwierdzonym przecież przez
konserwatora zabytków! A tu czytam, że według pani Landeckiej słupki
oddzielające te stłoczone na chama setki samochodów od jedynego chodnika dla
pieszych to błąd projektantów i należy je usunąć!!! Brawo pani konserwator!!!
Kilkaset złotych więcej w kasie proboszcza za te niewykorzystane miejsca
parkingowe dla samochodów na chodniku to przecież ważniejsze niż miejski plac
dla ludzi i jakieś tam słupki. Niech je sobie stawiają w Warszawie, Krakowie,
Łodzi, Poznaniu, Rzeszowie, Kielcach!!! Nam takich fanaberii tu nie potrzeba!!!!






Temat: Zajezdnia MPK
Zajezdnia MPK

Skandaliczna uchwała
Autor: kali lbilinski@NOSPAM.autocom.pl.invalid
Data: 21-05-2002, 19:28:04
+ pokaż pełen nagłówek

Zarząd Miasta Krakowa w dniu 29 kwietnia 2002 podjął uchwałę (nr
600/2002) "W sprawie zasad przejęcia nieruchomości przy ul. Św.
Wawrzyńca 13-15 będącej w użytkowaniu Zajezdni Św. Wawrzyńca sp. z o.o.
w likwidacji"
W ślad za ową uchwałą użytkownicy budynków otrzymali wypowiedzenia umów
najmu i zobowiązanie do opuszczenia zajmowanych pomieszczeń do dnia
29.05.2002. Jeden z budynków, na rogu ul. Wawrzyńca i Gazowej zajmuje
MPK i mieści się tam Główna Dyspozytornia Ruchu. Budynek ostatnio
gruntownie zmodernizowano, wprowadzono supernowoczesne technologie (m.
in. łącza światłowodowe). Wszystko to oczywiście z miejskiej kasy i
teraz miasto wszystko wpuszcza w kanał. Nie mówiąc o perturbacjach jakie
wynikają przy tak błyskawicznej przeprowadzce. MPK jakoś sobie jeszcze z
tym poradzi, ma trochę budynków w mieście, ale głównym użytkownikiem
zabytkowych budynków dawnej zajezdni jest Muzeum Inżynierii Miejskiej.
Muzeum też musi się wyprowadzić, razem ze swym gigantycznym majątkiem w
postaci zabytkowych tramwajów, autobusów i wielu dziesiątek przeróżnych
urządzeń gromadzonych przez wiele lat.
Nasuwa się szereg pytań:
- czy jest lepsze miejsce na tego typu placówkę niż zabytkowe budynki
zajezdni
- gdzie zostaną przeniesione wszystkie zbiory (może pod jeden z nowych
mostów)
- co się stanie z wpisanymi w centralny rejestr zabytkowymi budynkami
- co planuje Miasto na tym terenie - kolejny supermarket, multikino, czy
hotel
- co na to Wojewódzki Konserwator Zabytków - odpuści, tak jak odpuścił
remont Rynku




Temat: Prezydent grzybkom mówi "nie"
Prezydent grzybkom mówi "nie"
Problem "grzyba" jest prosty do rozwiązania - usunąć go. Stoi w rynku
nielegalnie, więc nie ma nawet o czym mówić, a tym bardziej o gustach. Zresztą
"guściana" wymówka jest na ogół typowym wybiegiem ludzi nie mających go wcale
lub mających poważne zaległości w edukacji z estetyki.
Ale to ich kłopot. Gorzej, że ludzie, którzy kształtują estetykę miasta nie
potrafią lub nie chcą zająć zdecydowanego stanowiska w tak oczywistej sprawie.
Gdzie jest konserwator zabytków, gdzie architekt miejski, gdzie służby komunalne
odpowiadające za porządek i bezpieczeństwo? To są fachowcy, którzy odpowiadają
za zgodność tego typu pomysłów z prawem i planem miejscowym. To są właśnie
ludzie kształtujący estetykę i wygląd miasta. Jeśli nie reagują na tego typu
kuriozalne przypadki, to nie ma się czemu dziwić, że bezguście panoszy się w
samym centrum miasta, a nawet zdobywa poklask ludzi pozbawionych jakiejkolwiek
wrażliwości estetycznej.
To, że w Gliwicach stoją tego rodzaju obiekty, nie oznacza, że mają stać tutaj i
to w takim miejscu. Błędy innych nie muszą być powielane, chyba że nasze ambicje
sięgają sposobu gospodarowania plaż i parkingów. Miasta posiadające atrakcyjne
starówki nie pozwalają sobie na takie obiekty. Nie ma ich zarówno we Wrocławiu,
jak i Krakowie, Poznaniu czy Gdańsku. Nikomu by to po prostu nie przyszło do
głowy, a jeśli nawet, to odpowiednio są wybijane takie pomysły z tychże głów
przez odpowiednie służby miejskie i przepisy.
Z pewnością można znaleźć miejsce na lokalizację tego typu obiektu, w sposób nie
rażący z otoczeniem. Panowie z Aquarium pewnie mogliby go zlokalizować równie
blisko, np. na placu Wolności, gdzie zdecydowanie lepiej by się prezentował.
Jest tylko jedno "ale": tam nie byłoby tyle kasy do pozbierania. I pewnie w tym
ambaras...
W sumie dziwię się, że nikt jeszcze nie wpadł na pomysł, żeby postawić w rynku
jeszcze kilka tego typu przybytków i to z różnego rodzaju usługami czy
działalnością. Według władz nadal byłoby wszystko ok, bo nie będą dyskutować z
gustami, do przepisów zaglądać nie będą zbyt dokładnie, a na zgłoszenie obiektu
tymczasowego na 120 dni bezradnie rozłożą ręce...
Czekam zatem na kolejne tego typu pomysły...




Temat: Co dalej z remontem Centrum Kultury?
Modernizacja Centrum Kultury

Grzegorz Józefczuk 01-08-2005, ostatnia aktualizacja 01-08-2005 21:19

"Po roku pracy firma Czegeko z Krakowa dostarczyła wczoraj do Urzędu Miasta
projekt przebudowy kompleksu poklasztornego przy Peowiaków, siedziby Centrum
Kultury. Jednak wciąż nie zostały rozstrzygnięte kontrowersje, czy przetarg na
projekt był przeprowadzony prawidłowo.

Umowę z Czegeko Urząd Miasta podpisał w lipcu 2004 roku, z nierealnym, jak się
okazało, terminem wykonania projektu na listopad tegoż roku. Termin przesuwano
dwa razy, w końcu projekt trafił wczoraj do Wydziału Strategii i Rozwoju Urzędu
Miasta. Chodzi o największą miejską inwestycję kultury w Lublinie - projekt
modernizacji liczącego prawie 6 tys. mkw. zespołu poklasztornego przy ul.
Peowiaków z przeznaczeniem na wielofunkcyjny obiekt Centrum Kultury.

W kompleksie tym znajdą się trzy wirydarze, dwa z nich - mniejsze - mają być
według projektu zadaszone (w jednym będzie nowa sala Biura Wystaw
Artystycznych). Zgodnie ze wskazaniami konserwatora, największa będzie główna
nawa dawnego kościoła, dotychczas podzielona na dwie sale. Obecnie górna z tych
sal to tzw. sala Nowa CK, gdzie odbywają się spektakle i koncerty. Projekt
zakłada podniesienie poddaszy, wcześniej w ogóle nie nadających się do
użytkowania.

- Teraz przekażemy projekt do konserwatora zabytków. Dalsza perspektywa to
przetarg na prace wykonawcze - zapowiada Zbigniew Choduń, kierownik z Wydziału
Strategii i Rozwoju Urzędu Miasta. Wcześniej miasto musi pozyskać fundusze
unijne, bo samo nie udźwignie takiej inwestycji.

Sytuację komplikuje jednak fakt oprotestowania przetargu, w chwili jego
ogłoszenia w kwietniu 2004, przez Biuro Architektoniczne "Idea" w Lublinie.
Przed miesiącem Sąd Okręgowy podzielił zdanie "Idei" i unieważnił fragment
treści zamówienia przetargowego Urzędu Miasta. Zdaniem reprezentującego "Ideę"
radcy Zbigniewa Borsukiewicza, wyrok ten oznacza unieważnienie całego
postępowania przetargowego. W opinii Zbigniewa Chodunia, który zajmował się
przetargiem z ramienia Wydziału Strategii i Rozwoju, wyrok co najwyżej
kwestionuje fragment opisu zamówienia, a nie samo zamówienie. Prezydent Lublina
zapowiedział, że kontrowersje skomentuje po otrzymaniu uzasadnienia wyroku"

A pan redaktor Józefczuk znowu poszedł zapytać urzędników czy przetarg który
zorganizowali a sąd unieważnił za złanmanie prawa przetargowego jest w porządku
czy może nie? I po wymianie myśli z panem urzędnikiem Choduniem
(odpowiedzialnym za ten skandal) doszedł do wniosku że: "wciąż nie zostały
rozstrzygnięte kontrowersje, czy przetarg na projekt był przeprowadzony
prawidłowo." Brawo panie redaktorze!!!



Temat: Czeladź stylizuje starówkę na średniowiecze
W Czeladzi Prokuratura spoza Wojewdztwa Sląskiego
Marek Mrozowski "stylizuje" Czeladź w sposób, który powinna zbadać
Pokuratura spoza Województwa Sląskiego!

Należy postawić m.in. pytania:

1. Za ile tysięcy i jakim prawem burmistrz Marek Mrozowski zlecił
wykonanie planu "rewitalizacji" Czeladzi profesorowi Białkiewiczowi
z Krakowa, u którego córka Mrozowskiego robiła studia?

2. Za ile nabył Marek Mrozowski dom w Rynku, który
następnie "wystylizował" na atrakcyjne biuro dla senatora Zbigniewa
Szaleńca, którego wcześniej Mrozowski powołał na swojego zastępcę?

3. Czy Mrozowski miał jakiś prywatny interes w tym, żeby dopuścić
do zliszczeń zabytkowych domów w okolicy rynku, które albo zostały
już wykupione (jak dom nabyty na Marka Mrozowskiego i jego córkę),
albo czekają po nich place do wykupienia, jeżeli tylko będzie
decyzja Rady Miasta o dofinansowaniu dla remontu "plomb budowlanych"?

www.flickr.com/photos/55086731@N00/sets/1577261/show/

4. Czy burmistrz Mrozowski i jego zastępca Szaleniec byli z urzędu
odpowiedzialni i wynagradzani (pensja burmistrza Czeladzi była 10
lat temu wyższa, niż premiera w Polsce, a dzisiaj jest ponad 10
tysięcy miesięcznie) za niedopuszczenie do zniszczeń (obniżenia ceny
kupna!!!) zabytkowych domów drewnianych w okolicy Rynku?

5. Czy Wojewódzki Konserwator Zabytków, który powinien z urzędu
troszczyć się o ochronę obiektów, które miał wpisane do Rejestru
Zabytków, ma chociaż jakiś jeden protokół pokontrolny, który
chroniłby go dzisiaj przed współodpowiedzialnością wobec prawa za
dopuszczenie do zniszczenia zabytkowej tkanki miejskiej?

6. Kto miał interes w tym, żeby zaprojektować dla centrum Czeladzi
nawierzchnię z kostki granitowej, jeżeli takiej kostki w tym miejscu
NIGDY nie BYŁO !!!

7. Kto miał interes w tym, żeby kanalizację "wystylizować" w
Czeladzi tak, że na kilku metrach kwadratowych nawierzni
zaprojektowano kilka żeliwnych płyt kanalizacyjnych przykrywających
niepotrzebne w ogóle na zboczu wzgórza studzienki?
ro.weblog.ro



Temat: Grand Hotel z basenem i podziemnym parkingiem
"Odnowią pałac przy Pomorskiej"
za www.lodz.naszemiasto.pl/wydar...fdb0722c73ec50

Odnowią pałac przy Pomorskiej

img.naszemiasto.pl/grafika2/nowy/c4/40_807295_1_d_8226.jpg
Siedzibę TKM zbudowano w 1881 roku w stylu renesansu

Jedna z wizytówek Łodzi, pałac Towarzystwa Kredytowego Miejskiego przy ul.
Pomorskiej, odzyska dawny blask. Zostanie uratowana okazała rezydencja w stylu
renesansu, która od ponad 10 lat stoi pusta i niszczeje. Niedawno posągowi
kobiecemu na frontonie... odpadła głowa.

- Inwestorem jest firma z Warszawy, która kupiła obiekt od firmy z Krakowa -
informuje Wojciech Szygendowski, wojewódzki konserwator zabytków w Łodzi. -
Ruszyły już prace porządkowe i zabezpieczające, a w planach jest projekt remontu
kapitalnego. W dawnej siedzibie TKM być może będą dwa biura. Wspaniałą, bogatą w
sztukaterie i polichromie dawną salę posiedzeń, z którą w Łodzi może się jedynie
równać sala balowa Pałacu Poznańskiego, będzie można wynajmować na uroczystości.

- Byłem przerażony stanem tego obiektu - przyznaje Ryszard Bonisławski, prezes
Towarzystwa Przyjaciół Łodzi.-Dwa lata temu przygotowałem nawet program
interwencyjny w lokalnej telewizji o fatalnym stanie siedziby TKM, na który
jednak nie było reakcji. Szkoda, że na początku lat 90. miasto sprzedało
rezydencję. Można było ją odnowić i umieścić jakąś placówkę kulturalną. Tak się
nie stało.

Siedzibę towarzystwa zbudowano w 1881 roku. Autorem projektu był słynny łódzki
architekt Hilary Majewski. Powstała okazała rezydencja z bogato zdobioną fasadą:
ryzalitami, pilastrami, gzymsami, trójkątnym tympanonem pośrodku i posągami
kobiet na szczycie, będących alegoriami handlu, przemysłu, fortuny, prawa i miasta.

- Na frontonie pojawił się słynny łaciński napis: Viribus unitis, co znaczy:
"wspólnymi siłami" - wyjaśnia Bogumił Zawadzki, przewodnik po Łodzi. - Była to
dewiza Towarzystwa Kredytowego, dzięki któremu wybudowano w Łodzi wiele
wspaniałych budynków. Chodzi o to, że TKM udzielało długoterminowych i nisko
oprocentowanych pożyczek, które opłacało się brać i wznosić domy, wille,
kamienice, itp.

Po II wojnie światowej w rezydencji był m.in. sztab Armii Czerwonej i Instytut
Stomatologii Akademii Medycznej.
Wiesław Pierzchała - POLSKA Dziennik Łódzki




Temat: Estetyczny zamach na wolność? - dyskusje radnyc...
jezeli juz jestes taki akuratny to Stare Miasto sasiaduje z Glownym - popatrz
sobie na mape.
czepiasz sie slownicitwa a ja piszac "stare miasto" mialem na mysli
zabytkowe "centrum" Gdanska nie wdajac sie w szczegoly czy to Stare czy Glowne
(bo w koncu wszedzie tam jest stara zabudowa) ktore jest przy min. Piwnej,
Dlugiej, Mariackiej, Kowalskiej, Garncarskiej, Igielnickiej czy Stolarskiej
- bo nie zaprzeczysz ze to tam jada przede wszystkim turysci.
w KRK zabytkowe "centrum" to przede wszystkim Rynek wraz z okolicami oraz
Kazimierz od pewnego czasu...
i wybacz ale nie widzialem zeby w KRK na taka potege jak w Gdansku odnawiali
stare kamienice.
ze nie wspomne juz o tych odnowionych w Gdansku ... a w KRK poki co czytam
tylko o debilnych przepychankach - ze kolor nie taki, ze szyld nie taki jak
sobie zyczy "glowny" architekt/plastyk/konserwator itd itp a kompromisu jakos
nie potrafia osiagnac... ale to juz inna historia...
i niestety kamienicom nawet tym odnowionym (oczywiscie uogolniajac) przy Rynku
i na Kazimierzu daleko moim zdaniem do starej czesci Gdanska (oczywiscie tez
nie calosc jest odnowiona).
w KRK durni samorzadowcy nie moga sobie poradzic z niczym - bo wszak lepiej
zeby byly miasto bylo brudne, obdrapane oraz zeby nie bylo zadnych knajp...
nie chce mi sie dalej rozwijac tego watku bo mialem mozliwosc naocznie
zobaczenia "starego" miasta gdanskiego (zreszta nie poraz pierwszy) chwile po
pobycie na Rynku krakowskim czy Kazimierzu gdyz w KRK mieszkam - i nadal uwazam
ze stara czesc krakowa wypada kiepsko przy gdanskiej (mam na mysli oczywiscie
wyglad zabytkow nie ich "jakosc").
kolejna ciekawoskta sa drogi miejskie w KRK - te w 3miescie jakos dziwnie sa
lepiej wypadaja chociaz moze mialem takiego farta ze tylko jezdzilem po tych
dobrych ... ale to tez inna historia ;P



Temat: Budują pod Wawelem
Sheraton od strony Zwierzynieckiej nie posiada jakości, nie mozna więc nawet o
nim powiedzieć, że jest brzydki z tamtej strony. podobnie, jak od strony Grobli
("...ideałem każdego inwestora jest wybudowanie hotelu, który z każdej łazienki
ma widok na Wawel z bliska...").
Zaś co do widoku od strony Wisły, to musimy chyba myśleć o jakiejś innej rzece,
która się podobnie nazywa. Widok Sheratona od strony Wisły jest
1.kwintesencją brutalizacji życia architektonicznego,
2. deptania jakości przestrzeni publicznej,
3. izolacjonizmu projektu(dla kontrastu: vide Cracovia),
4. upadku moralnego autorytetów akademickich,
5. korupcji przy doprowadzaniu zabytków do celowego upadku (AMW i Browar),
6. zaniechania obowiązków przez urząd Konserwatora,
7. nie dopełnienia podstawowych obowiązkó archeologicznych, które respektowane
są przy budowie najgłupszej nawet drogi np. w Niemczech czy Austrii,
8. Zlekceważenia promocyjnych - dla miasta i dla hotelu - zalet starannie
zniszczonego budynku, którego historia ("gotowiec" promocyjny i marketingowy w
każdym normalnym kraju)nie jest Ci nawet znana,
9. ustawienia na dachu tej estetyzującej bryłki pudeł po butach (prawdopodobnie
maszynownie wind?) które na wczesniej pokazywanych renderach taktownie
rozpuszczono w tle nieba,
10. zlekceważenie osi panoram miejskich i brak zastanowienia, które osie są w
odbiorze miasta decydujące, choć napisano o tym w Krakowie grube książki
(Zajrzyj no sobie, jak świetnie "skasowana" jest bryła Sw Piotra i Pawła
widziana ze skżyzowania przy moście Dębnickim - bądź co bądź bramy do miasta,
pierwsze bliskie wrażenie dla przyjezdżających)

Dość

PS: to co stoi w Wiedniu stoi (jak przypuszczam) naprzeciw Katedry Św
SZCZEPANA , a nie Stefana. Ale to detal. Poza tym nie wszyscy podzielają twój
zachwyt. "Feniks" w Rynku, zanim Niemcy nie skasowali mu attyki (!!!)także nie
wszystkim się podobał.




Temat: Rzeszowski Rynek - pastwisko czy centrum miasta...
Bez pomysłu na Rynek
Rzeszów. Architekci nie chcą startować w ogłoszonym przez miasto przetargu

Projekt zagospodarowania rynku powinien zawierać także propozycję wejścia do
podziemi. Dotychczasowe rozwiązania były na tyle kontrowersyjne ze konkurs
unieważniono. Na razie nowoodkryte podziemia zabezpieczono na zimę zadaszeniem.

W czwartek zostanie rozstrzygnięty drugi przetarg na projekt zagospodarowania
Rynku. Do wczoraj nie wpłynęła, żadna oferta. Architekci nie chcą brać w nim
udziału, bo twierdzą, że warunki są niekorzystne.
Do pierwszego przetargu, w którym najważniejszym kryterium była cena, zgłosiła
się tylko jedna firma. W obecnym, o wyborze zadecydują: cena (w 90 proc.) oraz
skrócenie terminu realizacji projektu budowlanego. Warunkami przetargu
zainteresowały się dwie firmy, ale do wczoraj żadna nie złożyła oferty.
Nie ma chętnych
- Architektom nie wolno brać udziału w przetargach, gdzie zasadniczym kryterium
wyboru jest cena - tłumaczy Stanisław Kokoszka, rzeszowski architekt. - Zabrania
im tego etyka zawodowa. Wygra najsłabszy projekt i to tylko dlatego, że będzie
tani. Jeżeli w dodatku inwestor wymusza ściganie się z czasem, to o jakości nie
ma co mówić.
Konserwator chce konkursu
Zbigniew Jucha, szef Służby Ochrony Zabytków w Rzeszowie uważa, że o tym, jaki
będzie rzeszowski Rynek powinien zadecydować konkurs wewnętrzny. Urząd Miasta
mógłby zaprosić do konkursu kilku architektów rzeszowskich. Projektanci z
zewnątrz (np. z Warszawy, Krakowa itp.) nie znają na tyle miejscowych warunków,
by zaproponować prace zgodne z wymogami konserwatorskimi. - Konkurs wewnętrzny
to przecież forma przetargu - podkreślił Zbigniew Jucha.
- Nie przewidujemy tego rodzaju konkursu - mówi Urszula Kukulska, dyrektor
Wydziału Gospodarki Komunalnej i Inwestycji Urzędu Miejskiego.
Antoni Adamski
a.adamski@gcnowiny.pl
14. Września 2005 04:00



Temat: Rzeźnia Chorzów
Los starej rzeźni przy ulicy Krakusa 3 może się niebawem odmienić. Miejski
konserwator w rozmowie z DZ powiedział, że sprawa ochrony zabytku jest w toku,
a odpowiednie papiery, z prośbą o interwencję zostały wysłane do Wojewódzkiego
Konserwatora Zabytków.

Najnowocześniejsza na Śląsku

Budynki wraz z ogrodzeniem i portiernią w Zakładach Mięsnych powstały w latach
1900-1901. Była to jedna z największych rzeźni na ówczesnym Górnym Śląsku. Jej
doskonała lokalizacji, obok Hali Targowej, pozwalała funkcjonować na pełnych
obrotach, przynosząc ogromne zyski miastu, gdyż wtedy to do niego należała.

- Nawet pokuszę się o stwierdzenie, że nie ma drugiej tak dużej rzeźni - mówi
Ryszard Szopa, miejski konserwator zabytków Urzędu Miasta.

Obiekt przez lata doskonale funkcjonował. Zmiany nastąpiły z początkiem lat
30., kiedy to rzeźnia trafiła pod skrzydła Skarbu Państwa.

- Od tego czasu budynkami przestano się zajmować. Z roku na rok popadały w
coraz większą ruinę, mimo że przez cały czas działały tam zakłady mięsne. Nie
pomogło nawet wpisanie ich do rejestru zabytków w 1985 roku - opowiada miejski
konserwator.

W 1995 roku Skarb Państwa sprzedał teren wraz z budynkami prywatnym osobom.
Wydawało się, że obiekt uda się przywrócić do dawnego stanu. Jednak nowi
właściciele kompletnie nie mieli na niego pomysłu. Trzy osoby wykupiły teren i
zniknęły.

- Wiele razy usiłowaliśmy się z nimi kontaktować - często bez większych
efektów. Albo byli niedostępni albo bagatelizowali sprawę - opowiada Szopa.

Wokół rzeźni zaczęło być cicho. Budynki stały i niszczały...

Mur się wali

Sprawa obiektu odżyła w zeszłym roku kiedy pojawił się problem z murem wokół
rzeźni. Mieszkańcy zaczęli alarmować, że całkowicie się sypie i wypadają z
niego cegły. Miasto zaczęło szukać właścicieli.

- Do gry wkroczyli Inspektorzy Nadzoru Budowlanego. Właścicielom, których
namierzenie zajęło nam trochę czasu, zostały wysłane wezwania z prośbą o
przedstawienie opinii technicznej muru oraz samych budynków - mówi Szopa.

Właściciele upomnienia mieli sobie za nic. Nie odpowiadali na nie lub wykręcali
się brakiem czasu i pomysłów na teren. Budynki pozostawały bez opieki i były w
coraz gorszym stanie technicznym.

Na pod koniec zeszłego roku miejski konserwator zabytków przysiadł nad planami
rzeźni. Budynki coraz bardziej niszczały i trzeba było podjąć odpowiednie
kroki.

- Właściciele dzierżawią ten teren od Skarbu Państwa. Oczywiście drogą
ostateczną, aby wyegzekwować jakieś konkretne ruchy z ich strony, jest sąd, ale
zanim do tego dojdzie trzeba przejść całą masę procedur. W skrajnych
przypadkach można nawet zerwać umowę dzierżawy, jeśli właściciel nie wywiązuje
się ze swoich powinności - w tym przypadku są nimi przede wszystkim
zabezpieczenie budynku przed zniszczeniem, uszkodzeniem i dewastacją. Jednak
tej drogi chcieliśmy uniknąć - mówi Szopa.

Na kolejne wezwania, o dziwo, właściciele odpowiedzieli. Tuż przed świętami
Bożego Narodzenia odbyło się nawet spotkanie z władzami miasta w sprawie
rzeźni. To na nim właściciele zobowiązali się do podjęcia kroków związanych z
przedstawieniem planów i projektów tego terenu.

- Wiemy, że w planach jest utworzenie w tym miejscu obiektów związanych z
handlem. Miałyby one znaleźć się w dwóch budynkach po dawnej administracji. W
planach jest też postawienie tam domów mieszkalnych. Jednak to wszystko plany.
Zobaczymy, co z nich wyjdzie - informuje miejski konserwator.

Na razie sprawa rzeźni trafiła do Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w
Katowicach. Ma to być podkładka jeśli właściciele nie będą wywiązywać się ze
swoich obietnic. A Szopa podejrzewa, że bez nich się nie obejdzie, bo osoby
odpowiedzialne za zabytek nie są skore do współpracy.

- Na razie miałem tylko jeden kontakt z ich architektem z Krakowa. Przedstawił
mi początkowy zarys planów. Teraz czekam na następne - bardziej konkretne -
mówi stanowczo Szopa.

Jak ktoś chce, to może

Stan niektórych zabytkowych obiektów w mieście pokazuje, że chcieć to móc.

Świadczy o tym choćby budynek willi na ul. Stefana Batorego 44. Jest on w
rękach prywatnych. Kupiła go firma Zarmen i doprowadziła ponownej do
świetności.

- Szef kocha ten budynek. Bardzo mu się podobał i chciał, aby wyglądał tak jak
dawniej. Myślę, że stał się nie tylko reprezentacyjny dla miasta, ale i
stworzył doskonałe warunki pracy - mówi Agata Dobrowolska, rzecznik prasowy
firmy. Pozostaje mieć nadzieje, że właściciele rzeźni słowa dotrzymają i obiekt
zostanie wyremontowany, a samo miejsce przy Krakusa przestanie straszyć.
Angelika Niaka - Dziennik Zachodni




Temat: Mieszko I i skandal narodowy

Kulczyk nie pomoże

– Na to muszą znaleźć się pieniądze i mam nadzieję, że tak się stanie. Dla
miejskich radnych niezależnie od opcji byłoby wręcz niepolitycznie się temu
sprzeciwiać – uważa Andrzej Prinke, konserwator zabytków archeologicznych
Poznania. – Nie wiadomo jednak, czy miasto może inwestować na nie swoim
terenie. Bo to jest przecież własność Kościoła – ma wątpliwości miejski
konserwator zabytków, Maria Strzałko. – Ale poruszę tę sprawę na najbliższym
posiedzeniu komisji kultury.

– Próby zrzucenia na nas odpowiedzialności są nie fair – ripostuje ksiądz
Bogusz Lewandowski. – Gdy chodzi o dobra materialne, czy skarby dziedzictwa
narodowego, to nawet jeśli zostały odnalezione na terenie prywatnym, są
własnością państwa. – To po prostu wielki skandal! – grzmi profesor Marek
Kwiatkowski. – Te obiekty nie są własnością miasta ani dzielnicy, tylko całej
Polski! Niech się przestaną wygłupiać. Poznań jest miastem bogatym, działa w
nim dużo firm. Można pozyskać sponsorów.

To ostatnie może okazać się trudniejsze, niż przypuszcza profesor Kwiatkowski.
Propozycją dofinansowania rezerwatu archeologicznego w Poznaniu nie była
zainteresowana nawet działająca w Poznaniu fundacja jednych z najbogatszych
Polaków – Grażyny i Jana Kulczyków, która stawia sobie za cel wspieranie
kultury polskiej. – Przynajmniej nie w tym półroczu. Sami poszukujemy
sponsorów, którzy wsparliby realizowany przez nas program artystyczny – mówi
prezes fundacji Agnieszka Sumelka. – Przygotowujemy wystawę prezentującą
twórczość młodych poznańskich artystów.

– W tym roku wpłynęły do nas wnioski o dofinansowanie prac związanych z ochroną
zabytków na sumę około 700 milionów złotych. A my mamy do dyspozycji tylko 36
milionów – rozkłada bezradnie ręce wiceminister kultury i jednocześnie
generalny konserwator zabytków Ryszard Mikliński. – W sytuacji, gdy panuje
bieda i bezrobocie, władze odkładają na plan dalszy ochronę zabytków – mówi
Marek Gierlach, dyrektor Ośrodka Ochrony Dziedzictwa Archeologicznego
Ministerstwa Kultury. – Samorządowcy nie chcą sobie zaś zawracać głowy
odkryciami, gdy borykają się z ważniejszymi, ich zdaniem, problemami.

– Tymczasem zachowanie takiego obiektu jak relikty grodu Mieszka I i
przeobrażenie ich w rezerwat archeologiczny z pewnością ściągnęłoby do Poznania
wielu turystów, co byłoby korzystne dla miasta – twierdzi Andrzej Prinke. –
Turystyka jest czwartym przemysłem na świecie – dodaje Wojciech Parysek, prezes
Wielkopolskiej Izby Turystyki. – Gdyby w Poznaniu utworzono rezerwat
archeologiczny, inwestycja mogłaby się zwrócić. Ale władze Poznania zatraciły
się w promowaniu wizerunku miasta jako miejsca targów i rozwoju biznesu. Z
siedzibą i nekropolią pierwszych władców Polski nikomu już się ono dzisiaj nie
kojarzy.

Piotr Wawrzyniak mówi, że już teraz oba stanowiska archeologiczne na Ostrowie
Tumskim są odwiedzane przez tłumy. – Ktokolwiek coś słyszał na temat naszych
wykopalisk, od razu do nas przychodzi. Zachwytom nie ma końca. Nie ma też końca
zdziwienie, gdy zwiedzający słyszą, że wkrótce to wszystko zostanie zasypane. –
Pewnie, najlepiej zakopać. Tak jest dużo taniej – ironizuje profesor
Kwiatkowski. – Tak stało się na przykład z pradawnymi domostwami odkrytymi na
dziedzińcu pałacu w Pułtusku. Zakopano także odsłonięty niedawno w Kałdusie
romański kościół, który dorównywał wielkością poznańskiej katedrze. Wielki
skandal spowodował pomysł władz Krakowa, aby zamurować odkrytą rzeźbę Wita
Stwosza. – Nie można myśleć o przyszłości, jeśli nie umie się zadbać o
przeszłość – komentuje minister

Ryszard Mikliński




Temat: Wojny o rozbudowę Jagiellonki - cd.
Wasz Magistrat musi się zastanowić, czy chce grać w pierwszej, czy też trzeciej
lidze! Powołanie komisji urbanistyczno – architektonicznej z udziałem
niezależnego Miejskiego Konserwatora Zabytków, który reprezentował by interesy
miasta i ochrony płockich zabytków, jako organu opiniodawczego i doradczego
Prezydenta – to bardzo dobry pomysł (Przy Ministrze Kultury jest np.: Rada
Ochrony Zabytków, jako organ opiniodawczo – doradczy w sprawach realizacji
polityki Rady Ministrów w zakresie ochrony zabytków oraz Komisja Kultury
opiniująca projekty do programu Promesa itd.). W innym wypadku, organ taki,
pełnił by tylko rolę „rozmywacza odpowiedzialności” w przypadku nietrafionych
inwestycji i błędnych decyzji. Funkcja Plastyka Miejskiego – też jest
potrzebna. W Krakowie – jest również. Nie sądzę, ażeby w obecnych czasach
groził w architekturze totalitaryzm akademicki, jak miało to miejsce w czasach
stalinowskich (Wspaniały tego przykład to Pałac Kultury i Nauki). O „kanonach”
architektury promowanej przez mecenat PRL, nie warto nawet wspominać. Obecnie
architekci mają do dyspozycji nowoczesne technologie i swobodę w formie wyrazu.
Nastąpiło oddzielenie polityki od architektury, a w programach
rewitalizacyjnych przeważa koncepcja zrównoważonego rozwoju miast, w których
znajdują się zespoły historyczne. Może za wyjątkiem Gdańska, gdzie „wykopano”
Konserwatora Wojewódzkiego za szerzenie „herezji konserwatorskich”. Raczej to
obecny układ w Płocku przypomina układ totalitarny, gdyż jest zaprzeczeniem
idei samorządności. Jako prosty przykład można podać „walkę o przysłowiową
pietruszkę” w postaci osławionego „nielegalnego grzybka”. Prawa budowlanego, to
nie łaska było przeczytać!? Może osławione „szczęki” były by lepsze? Jestem
ciekawy, ile pieniędzy do kasy miejskiej Płocka wpłynęło z krajowego programu
ochrony zabytków? No cóż – trzecia liga. Uważam jednakże, że MKZ i Delegatura
mogą koło siebie wzajemnie koegzystować, a nawet w niektórych wypadkach
współpracować. Nad przestrzeganiem prawa czuwa natomiast Wojewoda, a
dokładniej, odpowiedni paragraf w Porozumieniu: „W przypadku rażącego
naruszenia prawa, w załatwianiu powierzonych zadań, Wojewoda zastrzega sobie
możliwość rozwiązania Porozumienia ze skutkiem natychmiastowym, w zakresie
spraw w których nastąpiło naruszenie prawa”! Nie sądzę, ażeby „mianowany” przez
Warszawę MKZ reprezentował interesy lokalne. Nie uważam również, aby
lokalny „quasikonserwator”, czy, jak kto woli „piesek” mógł obronić się przed
próbą przywrócenia obecnego, chorego „status quo”. Przykład Olsztyna świadczy,
że jednak można się obronić. Tak, więc – pierwsza, czy też trzecia liga. Czas
pokaże – Panta rej!
Pozdrawiam
Konserwator




Temat: W centrum trzesa portkami - Astoria nadchodzi!
W centrum trzesa portkami - Astoria nadchodzi!
Gazeta Pomorska
"Zaczęło się wyburzanie Zakładów Graficznych im. KEN, pod budowę
centrum "Astoria". Sąsiednie, zabytkowe budynki się trzęsą, a ojcowie
kapucyni piszą protesty.
Już na kilka dni przed wyburzaniem Iwona Loose, dyrektor Muzeum
Okręgowego mówiła o swoich obawach. - Drogą dojazdową będą jeździć
ciężarówki. Robotnicy zrobią wykop. Żeby ziemia się nie obsuwała, wkopią
pale. Ale trzeba je wbić w ziemię jakoś pod ciśnieniem. To wszystko
spowoduje, że będą duże drgania. Mam nadzieję, że nasz budynek to wytrzyma.
Tylko że to bardzo stare, zabytkowe mury... Jeszcze starszy, niż budynek
muzeum, jest kościół Klarysek, którym opiekują się ojcowie kapucyni. Oni też
się boją, tym bardziej, że jeszcze przed wyburzaniem na ścianach kościoła
były widoczne pęknięcia.
W czwartek rozpoczęła się rozbiórka, wbito pierwsze pale. Zaczęło się.
I...?
- U nas na razie spokojnie - zapewniono nas w sekretariacie Muzeum
Okręgowego. - Wielkich drgań nie odczuwamy, zobaczymy, co będzie dalej.
Zupełnie inaczej jednak mówili ojcowie kapucyni. - Mury się trzęsą i to
bardzo odczuwalnie - stwierdzili. - Boimy się, co z tego wyniknie. Już
napisaliśmy protesty do prezydenta oraz do miejskiego konserwatora zabytków.
Gdy protesty dotrą
Postanowiliśmy więc skontaktować się z konserwatorem. - Jeszcze żadne
protesty do nas nie dotarły - powiedział nam w czwartek Sławomir Marcysiak. A
jeśli dotrą? Czy wtedy będziemy mogli porozmawiać? - Ale my tylko opiniujemy
pozwolenie na rozbiórkę - mówił konserwator.
- Ale gdybyście Państwo zaopiniowali negatywnie, do rozbiórki by nie
doszło? - Zgadza się - odparł konserwator. To ustaliliśmy szybko. Gorzej nam
poszła natomiast rozmowa na temat podstawy do pozytywnej opinii. - Podstawy
były merytoryczne - wytłumaczył Sławomir Marcysiak. - Merytoryczne, czyli
jakie? - Czyli merytoryczne - wyjaśnił dalej konserwator.
- Bezpieczeństwo sąsiednich zabytków jest najważniejsze - mówiła
Katarzyna Łaskarzewska-Karczmarz, zastępca dyrektora wydziału administracji
budowlanej UM. - Projekt przewidział zabezpieczenie budynków, omawialiśmy to
z władzami kościoła. Bez tych rozmów przecież by się nie obyło.
Pewnie nie. Tylko że władze kościoła musiały uwierzyć specjalistom, gdyż
nie są w stanie wyliczyć, czy dragania zagrożą murom. Tak jak w tej chwili
trudno powiedzieć, jakie jeszcze niespodzianki, poza owymi drganiami,
przyniesie nam budowa "Astorii" w centrum miasta.
Anita Chmara"

Gdyby w innych miastach postepowano tak jak sugeruje to nam autorka artykulu
to w Poznaniu nigdy nie powstalby Stary Browar, w Warszawie zaden drapacz
chmur, w Krakowie Nowe Miasto. Za to mielibysmy stagnacje w budownictwie i
niszczejace budynki.
Drgania wywoluja nawet przejezdzajace samochody i tramwaje wiec postawa
nadmiernej obawy jest nie na miejscu.
Poza tym lepiej zmieniac i tworzyc niz nie zmieniac i nie tworzyc.



Temat: WIADOMOŚCI MINOROWE
tymczasem w Krakowie:
Więcej Krakowa pod ochroną -Adam Liss
Wojewódzki konserwator zabytków zamierza poszerzyć obszar urbanistycznego
układu Krakowa wpisany do rejestru zabytków. Ewentualne wnioski i uwagi do
projektu granic można składać tylko do końca tego miesiąca.

Skąd pomysł powiększenia strefy?
- Podczas dokładnego analizowania dokumentacji okazało się, że w granicach
objętych ochroną istnieją pewne nieścisłości. W Krakowie chronione jako układy
urbanistyczne są: Stare Miasto, Stradom, Kazimierz, Wesoła, Kleparz, Stare
Podgórze. Ponadto na listę światowego dziedzictwa UNESCO wpisane zostało Stare
Miasto i Kazimierz. Zaś w roku 1994 centrum miasta zostało uznane za pomnik
historii. Kiedy bliżej zaczęliśmy się przyglądać granicom obejmującym te
chronione obszary, okazało się, że niektóre z nich są przypadkowe i trudne do
wytłumaczenia, a inne wręcz naruszają prawo - tłumaczy Jan Janczykowski,
wojewódzki konserwator zabytków.

Jako przykład niekonsekwentnych i mało przejrzystych granic służby
konserwatorskie podają zespół klinik przy ul. Kopernika. Niektóre z nich,
zarządzeniem prezydenta, zostały w 1994 roku uznane za pomniki historii, a inne
nie. Za poważną lukę prawną, która - zdaniem konserwatora - mogłaby się
zakończyć skandalem i kompromitacją, należy uznać niewpisanie do rejestru
zabytków pewnych obszarów miasta, które znalazły się na liście światowego
dziedzictwa UNESCO. Chodzi o małe fragmenty między ulicami Dietla i Miodową,
Sebastiana i Brzozową, Skawińską i Krakowską, Gazową i św. Wawrzyńca. - Na
liście UNESCO nie może być obiektów, które nie zostały wpisane do rejestru
zabytków. Dlaczego tak się stało i skąd takie nieścisłości? Dziś nie jesteśmy w
stanie wyjaśnić - mówi Janczykowski.

Przygotowywana przez konserwatora nowa regulacja poszerzająca obszar chroniony
ma wyprostować wszystkie uchybienia. - Uznaliśmy, że najbardziej sensownym i
czytelnym obszarem, jaki powinien znaleźć się pod ochroną konserwatorską,
będzie rdzeń XIX-wiecznej Twierdzy Kraków. Do początku XX w. miasto rozwijało
się właśnie w tych granicach. Na zewnątrz wprowadzony był zakaz zabudowy, co
doprowadziło do upadku rozwoju przedmieść. Zabudowa miejska koncentrowała się w
pierścieniu granic twierdzy - tłumaczy Jan Janczykowski.

Służby konserwatorskie uspokajają, że nowe rozwiązania nie będą oznaczać
całkowitego zakazu inwestowania na tym terenie, nie wprowadzą także znaczących
zmian dla właścicieli posesji. - Pewne ograniczenia i obostrzenia będą dotyczyć
przede wszystkim gabarytów powstających inwestycji. Ochronie konserwatorskiej
będzie podlegać także forma zewnętrzna budynków: jej elewacja i bryła. Zmiany w
kolorystyce, wszelkie nadbudówki czy wymiana okien będą wymagały konsultacji
konserwatorskiej. Jeśli ktoś będzie zamierzał wyremontować łazienkę czy
kuchnię, zgody konserwatorskiej oczywiście nie będzie potrzebował - zapewnia
wojewódzki konserwator zabytków.

Zaproponowane granice są schematycznym rozwiązaniem. Do końca miesiąca w biurze
wojewódzkiego konserwatora można składać wnioski i uwagi w ich sprawie. We
wrześniu ma zapaść decyzja o dokładnych granicach i wpisie obszaru do rejestru
zabytków.

Gdzie granica?

Granica nowego obszaru wpisanego do rejestru zabytków przebiegałaby wzdłuż Alej
Trzech Wieszczów, ul. Kamienną, następnie po ulicy Prandoty do ul. Rakowickiej,
Beliny-Prażmowskiego, Powstania Warszawskiego, ul. Romanowicza, do torów
kolejowych, i dalej ul. Powstańców Wielkopolskich, Powstańców Śląskich,
fragmentem ul. Kamieńskiego, dochodziłaby do ronda Matecznego, ul. Konopnickiej
do rzeki Wilgi, a dalej do ul. Szwedzkiej i do ul. Tynieckiej.

Dla Gazety

Jan Dereszowski, prezes Zrzeszenia Właścicieli Nieruchomości w Krakowie

To dobrze, że urzędnicy martwią się o zabytkowe budynki w mieście. Mogliby też
pomyśleć o jakiś udogodnieniach dla właścicieli kamienic, którzy je remontują i
odnawiają. Nie mówię tu o wielkich rzeczach, ale np. o drobnych ulgach w
podatku od nieruchomości dla osób, które odnawiają posesje. Obawiam się także,
że poszerzenie obszaru objętego ochroną jeszcze bardziej wydłuży i skomplikuje
urzędniczą drogę. Jestem właścicielem zabytkowej kamienicy. Dwa miesiące
starałem się o pozwolenia i uzgodnienia, wydeptując ścieżki w urzędach, żeby
wykonać niewielki remont, który trwał pięć dni.
miasta.gazeta.pl/krakow/1,35798,3566131.html



Temat: Plany przebudowy skrzyżowania
Katarzyno,chyba nia zrozumiałaś o czym piszę! Nie oceniam czy murek jest
wspaniały, piękny i czy dorasta choćby do pięt najpodlejszemu murkowi
wrocławskiemu. Piszę o tym że zgodnie z zapisami prawa ten murek jest WPISANY
DO REJESTRU ZABYTKÓW niezależnie od tego czy to się komuś podoba czy nie,czy
uważa to za głupotę i przejaw wieśniactwa,ciemnoty i zabobonu to murek jest pod
ochrona prawa!!!! Tak więc projekt zakładający jego wyburzenie choćby w
najszczytniejszym celu zastąpienia głupoty i zabobonu nowoczesnością i
oświeceniem jest zwykłym bublem nieprzydatnym z punktu widzenia celu jakiemu ma
służyć a we dodatku jego wykonawca jest zwykłym niszczycielem łamiącym
obowiązujace w naszym kraju prawo. I może być takim niszczycielem na własną
odpowiedzialność od tego są organa państwa by chronić je i jego obywateli przed
skutkami łamania praw. Ale nie może być tak że władza (choćby tylko
samorządowa) w ramach zamówienia publicznego opłacanego ze środków publicznych
(czyli ze "zrzutki" społeczności lokalnej odprowadzajacej podatki do miejskiej
kasy) zamawia projekt łamiacy prawo (wyburzenie paskudnego, brzydkiego jak noc
i zmurszałego murka, ale chronionego wpisem do rejestru zabytków) a następnie
kiedy to przedostaje się do opinii publicznej rozpoczyna kampanię nagonki
na ....Urząd Konserwatora Zabyków, który jest tego prawa strażnikiem. Na tym
forum lubelski Konserwator wyjaśniał już że wykreślenie obiektu z rejestru
zabytków nie leży w jego kompetencjach ale zależy od decyzji Generalnego
Konserwatora Zabytków tego samego który chroni także wspomniane przez ciebie
niezliczone zabytki Wrocławia bo jest zwierzchnikiem wszystkich polskich
konserwatorów. I co sie okazało: GKZ nie zgodził się na wykreślenie murka z
rejestru czyli nie zgodził się także z twoim tokiem rozumowania. Nie wszystko
bowiem złoto co się świeci!!!
W tym wypadku nie sam murek jest problemem a raczej to że zaznacza historyczną
granicę dawnego ogrodu pałacowego i tu leży ten pies pogrzebany. Innymi słowy
to tak jakby ktoś dzisiaj postanowił zabudowac część Plant o których
wspomniałaś a które zaznaczaja linie dawnych obwałowań Krolewskiego Miasta
Krakowa! Tylko że ani w Krakowie ani we Wrocławiu gdzie zabytkami możnaby za
psami rzucać nikt nie wpadł by na podobnie niemadry pomysł żeby poszerzać
niepotrzebnie skrzyżowanie kosztem historycznej linii zabudowy czy własności
terenu a nawet jeśliby wpadł na taki pomysł to skonsultował by go najpierw ze
wspomnianym strażnikiem zabytków a dopiero potem zamówił projekt uwzgledniajacy
warunki uzyskane od konserwatora, sprawdził czy rzeczywiście gotowe dzieło
projektanta te warunki spełnia (przede wszystkim czy projekt ma stosowne
uzgodnienia wymagane prawem) a następnie zapłaciłby za zamówione dzieło i
przystąpił do budowania. Nie odebrałby od projektanta projektu który nie
posiada uzgodnienia konserwatorskiego ponieważ taki projekt w świetle prawa
budowlanego nie może uzyskać pozwolenia na budowę a więc jest bezużyteczną kupą
papieru i niczym więcej.
O zaznaczonej nieszczęsnym murkiem granicy ogrodów dawnego pałacu a obecnie
szpitala pisał na tym forum konserwator Kopciowski ale pewnie wtedy nie
czytałaś. Pozdrawiam.



Temat: "Park kulturowy" - może także w Warszawie?
"Park kulturowy" - może także w Warszawie?
Park kulturowy - sposób na porządek na (krakowskim) Starym Mieście?

Magdalena Kursa, WP 27-05-2005 , ostatnia aktualizacja 27-05-2005 22:52

Kraków stoi przed ogromną, choć budzącą kontrowersje, szansą estetycznego
uporządkowania centrum miasta. W magistracie gotowy jest już projekt uchwały
wprowadzającej tzw. park kulturowy

Reklamowy chaos na ulicach Krakowa, malowanie fasad kamienic na jaskrawe
kolory czy szpetne stoiska handlowe na Starym Mieście to efekt tego, że
zgodnie z prawem miasto może wprowadzić zasady estetyczne tylko na terenie
własnych nieruchomości bądź we własnych budynkach. Jedyny sposób na zmianę
tej sytuacji to objęcie całego śródmieścia tzw. parkiem kulturowym, w którym
miasto może dyktować własne zasady, a właściciele budynków muszą się im
podporządkować. W Polsce nigdzie jeszcze tego nie wprowadzono. W
przymusowej "estetyzacji" miasta Kraków byłby więc pionierem.

"Jedynce" się podoba

Projekt parku kulturowego trafi pod obrady radnych miejskich prawdopodobnie
jeszcze przed wakacjami. Już w przyszłym tygodniu swoją opinię wyda Dzielnica
I, na terenie której surowe zasady miałyby obowiązywać. - Generalnie projekt
bardzo nam się podoba. Trzeba wreszcie skończyć z kakofonią różnych imprez na
Rynku i reklamową brzydotą, zwłaszcza na Floriańskiej - mówi Wojciech
Kozdronkiewicz, przewodniczący "Jedynki". Podkreśla, że projekt parku
kulturowego dokładnie określa, jak powinny wyglądać reklamy i szyldy wieszane
na Starym Mieście, na jakie kolory można malować remontowane kamienice, nawet
jak powinny wyglądać tablice ogłoszeniowe, stoiska handlowe, kioski czy
oświetlenie. Proponuje również, by ogródki kawiarniane mogły stać tylko przed
lokalem.

W przygotowanej przez magistrat wersji park kulturowy ma objąć tylko Stare
Miasto w obrębie Plant i otoczenie Wzgórza Wawelskiego. Radni dzielnicowi
uważają jednak, że powinien być znacznie większy. - Dobrze by było, gdyby
rozciągał się również na Kazimierz, a także część Dębnik i Podgórza, tak by
całe otoczenie Wisły było chronione i wyglądało estetycznie - komentuje
Wojciech Kozdronkiewicz.

Kiedy to będzie

Kozdronkiewicz obawia się jednak, że radni miejscy odrzucą projekt. Problem
bowiem w tym, że wprowadzenie parku kulturowego niesie za sobą konieczność
rozpoczęcia prac nad miejscowym planem zagospodarowania danego terenu, co
automatycznie wstrzymuje wszelkie prowadzone tam inwestycje. W przypadku
centrum Krakowa inwestycyjna przerwa mogłaby trwać nawet ponad rok.

- Uchwała o stworzeniu parku może być przyjęta i przed przygotowaniem planu
zagospodarowania przestrzennego - ocenia jednak wiceprezydent Krakowa
Kazimierz Bujakowski. Ale zaznacza, że plan przyjęty być musi. - Bez niego
trudno będzie wyegzekwować wszystkie zapisy uchwały o parku kulturowym -
dodaje.

Kiedy więc będzie plan? - Jest on bardziej skomplikowanym dokumentem -
przyznaje wiceprezydent Bujakowski. - Uchwała o parku będzie przyjęta
niebawem, plan - najwcześniej za rok.

Wprowadzenie planu popiera Jan Janczykowski, małopolski konserwator zabytków.
Argumentuje, że wreszcie ukróciłoby to dyskusje o tym, co wolno, a czego nie
wolno w Krakowie.
miasta.gazeta.pl/krakow/1,35798,2734481.html




Temat: Nowe trasy rowerowe
szut napisał:

> Ano wlasnie, na takich ulicach jak Bora-Komorowkiego czy opolska wystarczylo
> po prostu namalowac znak roweru, nie trzeba w zasadzie duzo pracy w to wlozyc.

Czołem,

Tak, zgadzam się że w obu ulicach drogi rowerowe są b. potrzebne - zresztą udało
się wprowadzić Bora-Komorowskiego do I etapu budowy tras rowerowych, co oznacza,
że nie będziemy na nią czekać 10 lat, ale może cztery.

Jedna uwaga techniczna - samo malowanie znaków nie zawsze wystarcza. Dużym
problemem są skrzyżowania, a na Bora problemem jest też przekrój istniejącego
chodnika oraz jego kiepski stan w niektórych miejscach. To powoduje, że samo
malowanie znaków może nie wystarczyć.

> Znaki poziome pojawily sie kiedys na Wielickiej (odcinek kolo Kabla), ale
> pozniej (spory czas temu) gdzies wyczytalem, ze tam nie wolno jezdzic na
> rowerze.

Te znaki namalowane na asfaltowej alejce to był happening sprzed 7 lat i to nie
była oficjalna droga rowerowa. Ale cieszę się, że ludzie to widzieli ;-)
Wielicka to b. trudny rowerowo temat - zwłaszcza w północnej części, w rejonie
skrzyżowania z powstańców wielkopolskich i ślaskich.

Na krakow.rowery.org.pl jest spis tras, które powstaną w Krakowie do 2006
roku (oficjalny, w pdf-ie i mniej oficjalny, na www ale też prawdziwy) oraz
lista tras, o które warto by powalczyć. Jest też oficjalna mapka tras, które
mają być finansowane ze środków Unii, jeśli zostaną przyznane.

Sytuacja ze ścieżkami rowerowymi jest o tyle dobra, że - jak się wydaje -
istnieje konsensus co do ich lokalizacji (choć niektóre powstają jeszcze jako
wynik dziwnych działań sprzed 5 lat). W ramach wielkich inwestycji miejskich
(KCK i to, co zostało z Tishmana, Rondo Mogilskie, Turowicza) powstanie kilka
ważnych dróg rowerowych - na krakow.rowery.org.pl piszę m.in. o
"centralnej magistrali rowerowej".

Ale żeby te drogi rowerowe sensownie zagrały, ważna jest na przykład budowa
drogi rowerowej w ul. Warszawskiej (jest kilka sensownych pomysłów, jak dalej
wprowadzić ruch rowerowy w Planty) czy wzdłuż al. Słowackiego do Nowego
Kleparza, a także pod nową estakadą w ul. Turowicza, wzdłuż torów PKP do Fredry.

Tu przydałoby się zwrócenie uwagi radnych na te problemy - bo paradoksalnie
okazuje sie, że niektóre "dziwne" lokalizacje ścieżek, to robota radnych, którzy
tak bardzo popierają ściezki rowerowe, że chcą je wybudować pod nosem wyborców,
gdzie żadnego pożytku z nich istotnie nie będzie.

Aha - oczywiście, ma być asfalt. Zgodnie ze standardami projektywymi
infrastruktury rowerowej dla Krakowa (jest taki dokument) kostki nie będzie.
Tylko asfalt, a wyjątkowo, jak np. konserwator zabytków nie pozwoli na asfalt -
duże płyty betonowe, takie jak w kilku miejscach (np. tam, gdzie Planty
przecinają Szewską), po tych płytach ponoć da sie jechać na rolkach, więc
powinnno być OK.

pozdrower,

marcin ha
rowery.org.pl



Temat: Niebezpieczna dzielnica
Przed zabraniem się za odpowiedź na Twój post, tak jak mi radziłeś jeszcze raz
przeczytałam Twój poprzedni wpis.
Jeśli chodzi o to zdanie, które cytowałam odnośnie mieszkańców - nie zmieniłam
zdania, nadal twierdzę, że tak je rozumię jak napisałam we wcześniejszym swoim
poście, ale dobrze, że teraz wytłumaczyłeś co miałeś na myśli pisząc je. To
zmieniło już moje zdanie o Tobie. Tylko wiesz, ciągle nie wiem dlaczego ma się
to tyczyć tylko Nowej Huty :-) Pewna anonimowość to niestety ( albo stety)
cecha charakterystyczna dużych miast. Powiem szczerze ja ją cenię, jakbym miała
ochotę na "wścibskich sąsiadów", którzy interesują się WSZYSTKIM (a najmniej
moim BEZPIECZEŃSTWEM, nigdzie nadstawianie karku za kogokolwiek nie jest w
modzie)przeniosłabym się na wieś, bo taką możliwość mam. Całoroczny, wykończony
dom stoi nieopodal Krakowa, a my jeździmy tam tylko na wakacje i czasem na
weekendy. I nawet tam mieliśmy kilkakrotnie problemy z włamaniami ( mimo
kontroli sąsiedzkiej).

Jeśli chodzi o typ zabudowy jaki opisujesz w Hucie (wielkopłytowe blokowiska),
to jeśli dobrze na nie popatrzysz to także one zaczynają się zmieniać. W tej
chwili liczne spółdzielnie postanowiły zadbać o "estetykę" i szare, zimne bloki
nabierają kolorów. Klatki schodowe są czyste, a ludzie zadowoleni( może to się
wydać dziwne, ale jednak tak-są zadowoleni, ze tutaj mieszkają i na prawdę nie
zamieniliby tych mieszkań na żadne inne).
Z resztą "problem wielkiej płyty" to nie tylko problem Huty. Popatrz na
Krowodrzę, Bronowice też. Nie wiem dlaczego w tej chwili Krowodrza jest taka
modna, toż to zlepek różnego rodzaju blokowisk, zagęszczony do granic
wytrzymałości. Mieszkania np. przy Łokietka to takie same klitki jak na
niejednym z nowohuckich osiedli.A czy to jest rejon bezpieczny- też bym tego
nie powiedziała.
Nadal trzymając się 'sztucznej przestrzeni miejskiej' czy na prawdę podoba Ci
się to co dzieje sie na nowopowstałych i powstających właśnie osiedlach na
Kuźnicy ,na Górce Narodowej czy na Ruczaju ?? Czy os.Europejskie jest na prawdę
takie piękne ?Czy one w jakikolwiek sposób nawiązują do zabudowy miasta ??I czy
na prawdę uważasz, że będzie tam "kontrola sąsiedzka"? Toż to kolejne
potworki - może już nie z wielkiej płyty ale tak samo olbrzymie i koszmarne jak
niektóre osiedla w Hucie. I zaręczam za jakiś czas będą miały podobne problemy
z bezpieczeństwem jak Huta. Dość długo pracowałam na Ruczaju i wiem, ze nie
było tam bezpiecznie.
Dwa lata temu szukaliśmy mieszkania, braliśmy pod uwagę wszystkie dzielnice,
ocenialiśmy różne aspekty sprawy( bezpieczeństwo, architektura, okolice ), no i
wreszcie znaleźliśmy to o co nam chodzi ,i to właśnie w Hucie.
Zaś co się tyczy Kazimierza to nadal twierdzę, że piszesz o okolicach pl.
Nowego. Zgadzam się, ze Kazimierz to niewątpliwie ta część miasta, która teraz
stała się bardzo popularna - knajpy na każdym rogu i przeważnie pełne. Zgadzam
się z tym, ze to mogłaby być "perła w koronie" Krakowa, ale to już zadanie dla
konserwatora zabytków. Zadbajmy o te historyczne zaułki, cmentarze. Tam na
prawdę jest brudno, wręcz obskórnie. I nadal to twierdzę NIEBEZPIECZNIE.
Przynajmniej ja nie mam tam poczucia bezpieczeństwa po zapadnięciu zmroku.

Acha - na koniec, tak dla klarowności:
"Wlasnie (stara) Nowa Huta to jedno z
>
> takich nieodkrytych i wciaz niedocenionych miejsc na mapie Krakowa, o ktorych
> pisalem w poprzednim poscie."
W twoim poście określenie "nieodkryte i niedocenione miejscew Krakowie"
odnosiło się do Kazimierza, a nie do starej Nowej Huty :-)Tu kolejny cytat:
"..nieodkrytych jeszcze, urokliwych zakatkow naszego miasta , do ktorych
stary jak swiat Kazimierz zalicza sie w pierwszym rzedzie ".O innych miejscach
nie napisałeś, i jak mogłam sądzic, ze masz na myśli także Hutę ?? Nie
przemawia tutaj przeze mnie jakiś kompleks "miejsca zamieszkania", znam plusy i
minusy tej dzielnicy - nie jak niektórzy na całym naszym forum, wniebogłosy
wychwalaja swoje blokowiska niedostrzegając ich wad, a opluwaja całą Hutę za
jej charakter, osobiście nie widzę takiej potrzeby. W każdej dzielnicy sa
miejsca gdzie lepiej nie zapuszczać się po zmroku, jak ktoś tam lezie to już
jego sprawa, ale to "proszenie sie" o kłopoty.Poza tym mam wrażenie, że tylko
Huta zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw czychajacych na mieszkańców i tylko
tutaj pojawiają się jakiekolwiek inicjatywy mieszkańców odnośnie problemów
bezpieczeństwa. Inne dzielnice żyją w przeświadczeniu, ze u nich jest inaczej.
Kiedyś to zaprocentuje, w taki czy inny sposób. Osiedle z ograniczonym
dostępem, na"straży" którego stoi brama i niski płot, a tuż obok kolejny blok
to na prawdę żadna oaza bezpieczeństwa.




Temat: o osiedlach zamknietych
a tu pozytywny przykład... z Krakowa

za GK:
"W centrum miasta ma powstać osiedle - 1500 mieszkań

To prawdopodobnie jedyna w mieście tak atrakcyjna lokalizacja dla osiedla tej skali. Teren między Rakowicką a Wita Stwosza aż do cmentarza, gdzie ma powstać ponad 1500 mieszkań, znajduje się w samym centrum miasta i jest doskonale skomunikowany. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem pierwsze budynki będą gotowe za dwa, trzy lata. Cena za metr kwadratowy nie jest jeszcze znana, ale, właśnie ze względu na świetną lokalizację, z pewnością nie będzie mała. Architekci wynajęci przez dwóch inwestorów (spółkę Euro-projekt i Bosacka Development Partners) postanowili współpracować, by osiedla stanowiły spójną całość urbanistyczną.

Otwarte osiedla
- Na pewno nie będą to zamknięte enklawy. O bezpieczeństwo właścicieli mieszkań można zadbać chroniąc odpowiednio budynek, a nie stawiając wysoki płot. Chcemy, by przestrzeń wewnątrzosiedlowa była dostępna nie tylko dla mieszkańców - mówi architekt Romuald Loegler. W projektowaniu osiedli ważną funkcję ma spełniać zieleń. Ma ona zajmować około połowę powierzchni działek. Planowane budynki zostaną tak wkomponowane w istniejący starodrzew, by ochronić przed wycinką jak najwięcej drzew. Obszar inwestycji to w większości tereny zajmowane przez wojsko. Część już została wykupiona przez prywatnych inwestorów. Pozostałe działki, które są własnością Agencji Mienia Wojskowego bądź pozostają w zarządzie Ministerstwa Obrony Narodowej mają być sprzedane (trwają negocjacje). - Niektóre budynki objęte ochroną konserwatorską zostaną zachowane i przystosowane do nowych funkcji. Małowartościowe baraki będą wyburzone - mówi Artur Jasiński, architekt.

Pozytywnie, ale z warunkami
Realizacji wizji architektów zawadza nieco Muzeum Armii Krajowej. Pojawił się pomysł, by zostało ono przeniesione do jednego z zabytkowych budynków przy ul. Rakowickiej. Na razie jednak nie zapadły żadne wiążące decyzje. Radni dzielnicy Stare Miasto pozytywnie zaopiniowali wnioski obu inwestorów. - Postawiliśmy jednak dwa warunki: wysokość planowanego tu hotelu powinna być taka sama jak innych budynków, a wzdłuż muru cmentarnego nie należy lokować żadnych dróg dojazdowych do osiedla - powiedział Wojciech Kozdronkiewicz, przewodniczący rady i zarządu dzielnicy. Obecnie miejski wydział architektury uzgadnia warunki zabudowy z innymi instytucjami opiniującymi m.in. z konserwatorem zabytków.

Reprezentacyjny rejon
Planowane osiedla mają wyróżniać się wysokim poziomem estetyki, do budowy użyte zostaną wysokiej klasy materiały. Te inwestycje to kolejny krok do poprawy wizerunku, do niedawna, bardzo zaniedbanej części miasta. Jest już nowa ulica Wita Stwosza i nowoczesny dworzec autobusowy, a po wybudowaniu Galerii Krakowskiej, tunelu szybkiego tramwaju i moder nizacji Pawiej, będzie to jeden z bardziej reprezentacyjnych rejonów Krakowa."

chodzi o to miejsce:
www.dobaku.pl/mapa_600.php?wspx=4304&wspy=2216&zuum=4
maps.google.com/maps?q=Poland&ll=50.071492,19.952266&spn=0.006319,0.020426&t=k&hl=en




Temat: co sądzicie o Lublinie?
Gość portalu: abc napisał(a):

> Mowienie ze Lublin jest atrakcyjniejszy turystycznie od Torunia to przegiecie
> paly. Mowienie ze Lublin jest atrakcyjniejszy bo sa cerkwie to totalne
> oszołomstwo.
Nie napisałem nigdzie, ze Lublin jest atrakcyjniejszy, bo sa w nim cerkwie - po
prostu porównałem liczbę obiektów - bo samych obiektów porównywac się nie da -
toruńskie gotyckie koscioły sa nieporównywalne z lubelskimi
siedemnastowiecznymi tak samo jak nieporównywalny jest gotyk do baroku -
porównywac można w obrębie pewnych zjawisk stylowych - a nie jednego stylu z
drugim. Zwróciłem uwagę na różnorodnosć Lublina i jednolitosć zabytkowego
obrazu Torunia - bo to jest fakt. Kwestie ładniejszy - brzydszy sa subiektywne -
nigdzie, zauważcie, nie pisałem co ładniejsze - porównuję ilosci i wynikającą
z nich rangę zabytkową całych zespołów miejskich. Niestety wychodzą z was,
kochani, stereotypy - Toruń super, bo znany i odnowiony, Lublin be, bo nie
słyszelismy, nie widzieliśmy, odrapane kamienice. A widzieliście w tych
kamienicach malowidła? Niektóre są takie, jakich nie ma w Krakowie czy Toruniu.
Nie znacie Lublina, ale wypowiadacie się o nim. Ja was rozumiem - po prostu nie
ma właściwej promocji, nie ma właściwej edukacji w samym Lublinie, nie ma
odpowiednich popularnych publikacji - wiem o czym piszę, bo sam do pewnego
momentu nie uważałem Lublina za szczególnie ciekawy. Im więcej zagłebiam sie w
literaturę na temat polskiej sztuki i im więcej sam poznaję lubelskich
zabytków - tym bardziej sam jestem zdumiony jakością tych obiektów, tym, jakie
wybitne nazwiska architektów z wieloma z nich się wiążą i tym, jak wiele z nich
jest wciąż niedostrzeganych nawet przez konserwatorów w samym Lublinie - o
mieszkańcach miasta nawet nie wspominając. Toruń ma to szczęście, że udało mu
się wyrobić firmę, co nie do końca udaje się równie cennemu Zamosciowi, a co
jak na razie w ogóle nie udaje się wielokrotnie cenniejszemu od obu tych miast
Lublinowi. Zeby nie było niejasności - uwielbiam Zamosć, Toruń też jest
wyjątkowo interesujący - ale przypominam - to zupełnie inna kategoria pod
względem ilosciowym - nawet nie wspominając o tym, ze Lublin, jak mało które
polskie miasto wytworzył swoiste formy architektoniczne, pod wpływem których
byli również twórcy Zamoscia z okresu po Bernardzie Morando.
Jesli ktoś nie wierzy w podawane przeze mnie ilosci zabytków - polecam
publikację "Zabytki architektury i budownictwa w Polsce" t. 22, Województwo
lubelskie, Warszawa 1995. Jest to spis topograficzny, wg miejscowości. Jego
wadą jest pewna pobieżnosć - z częściej występujacych budynków (np. domów i
budynków gospodarczych) wymieniono mniej więcej co czwarty. Brakuje nawet
niektórych kosciołów (na szczęście w samym Lublinie nie). Sam Lublin obejmuje w
tym spisie ok. 1000 pozycji, w których zazwyczaj jest po więcej niż 1 obiekt -
pozycje obejmują częśto całe zespoły budynków - np. jest pozycja koszary
artylerii, murowane, ok. 1890 - to jest jedna pozycja, a w rzeczywistosci te
koszary obejmują kilkanaście różnych budynków (chodzi o koszary przy Al.
Kraśnickiej).



Temat: Reakcje po prezentacji projektu Nowego Miasta
Ale tylko na kilka wybranych tematów bo sobota i gorąco mi pod
tą czapeczka i czaprakiem ...

Gość portalu: af napisał(a): min.

> Zaintrygowałeś mnie drogi Lajkoniku, więc rzuciłem się
wyciągać z szaf zakurzone teczki z planami

ja będę odpowiadał z pamięci ...

> to miasto nigdy nie miało żadnej "polityki transportowej" i
nie ma nadal. To widać gołym okiem. Tylko podczas MKUA jacyś
> podstarzali profesorowie opowiadają coś o jakiś konkursach,
> studiach i planach, jakie robili w latach 60. i 70.

Polityka transportowa jest oficjalnym dokumentem z pierwszej
połowy lat 90tych przyjetym przez radę miasta i nigdy nie
odwołanym, której zasadnicze elementy były wpisawane do planu
ogólnego miasta a ten - jak wiadomo, chociaż może nie wszystkim,
jest formlną podstawą do wydania Tishmanowi jesienią 98 roku
decyzji wzizt, na jej podstawie i w zgodności z tym planem
(pomimo, że teraz nie obowiązuje dla nowych decyzji) inwestor
musi się ubiegac pozwolenie na budowę
>
> Studium komunikacyjne (zresztą zlecone i finansowane przez
> Tishmana a potem przekazane miastu) nie jest obowiązujące dla
> inwestora (podobnie jak studium oddziaływania na środowisko),
> ale nawet gdyby było, to obecny projekt nie jest z nimi
> sprzeczny.
Te dokumenty były przywołane w treści wspomnianej wzizt, studium
komunikacyjne nawet jako warunek jej wydania, wiec jeżeli
inwestor chce uzyc tej wzizt (a nie ubiegać sie o nową - o
warunkach zabudowy) to sa wiązące a obecny projekt jest z nią
spzeczny w sposób oczywisty w wielu punktach

> Wskaż proszę Lajkoniku fragment "wuzetki", z którym Twoim
> zdaniem - w dziedzinie rozwiązań komunikacyjnych - nie zgadza
> się obecny projekt. Chyba, że mówisz o "miejskich" WZZiZt na
> Pawią i Galicyjską; tam - owszem - niezgodności jest sporo.
> Chociażby rezygnacja z budowy parkingu na płycie i rego
przesuniecie na budynki kompleksu oraz zwiekszenie jego obsługi
od zachodu a nie ograniczenie głównych strumieni na i z parkingu
od obwodnicy, z wjazdami z rejonu galicyjskiej; jest to sprzecze
nie tylko ze studium ale z oceną oddziaływania na środowisko i
doprowadzi do zatkania lokalnych ulic na zachód od Pawiej oraz
sąsiednich skrzyzowań.
>
> A ja jestem jak najbardziej "za"; rozumiem oczywiście, że
> zniszczenie tak wspaniałych zabytków jak bar "Smok", dworzec
> PSK czy dworcowa przechowalnia, o duża strata dla Krakowa i że
> postawienie tam tafli szkłą to policzek dla krakowskich
> architektów i estetów...
> To nie są powązne argumenty, bo ja przecież nie
takie "historyczne obiekty mam na mysli, a np. budynki
wschodniej pierzei Pawiej, do których zresztą zalecił Tishmanowi
nawiązywać konserwator...
> Chętnie prześlę Ci Lajkoniku kilka opinii architektów
krakowskich o propozycjach Tishmana z dawnych lat. Zapewniam
CIę, że trudno znaleźć tam coś pochlebnego... No to macie teraz
projekt krakowianina i członka krakowskiego SARP-u a nie jakieś
tam zgniłe nowojorsko- londyńskie bohomazy.
Te opinie znam i znam ich genezę - generewali je głownie ludzie
tacy jak Obtułowicz czy Dunikowscy, sami zresztą - pożal się
Boże - tacy sami "moderniści" jak Borkowski et consortes...
No to bedziemy mieli "modernizm", chociaż b. wątpię czy uda się
im z tym projektem uzyskać pozwolenie na budowę, chyba że
wystąpią od nowa o warunki zabudowy ... czo znowu przedłuzy
sprawę... uff - gorąco, więc to koniec
Lajkonik (spocony)